czwartek, 15 maja 2014


Siedzę i myślę. Jestem jakby Beatą Kozidrak poniedziałku. Mam w sobie dni wrażliwości, co szczęśliwie często się nie zdarza. Jestem też jakby Anthonym and the Johnsons, wszystko mnie wzrusza. To takie momenty, kiedy jedziesz autobusem i chce ci się płakać do jakiejś piosenki, albo gdy widzisz staruszkę, która opiera się sile ciążenia, bądź brakowi gotówki.

Kiedyś całymi dniami potrafiłam zalewać się strumieniami łez (wewnętrznie ofkors) – wystarczyło jedynie skupić się za bardzo na myśleniu i otaczającej rzeczywistości. Dzisiaj wzrusza mnie głownie skurwysyństwo Franka Gallaghera i wysokość rachunku za prąd. 

Every morning I walk towards the edge
and throw little things off

Widziałam dzisiaj w tramwaju pana z bukietem długich czerwonych róż. Dresa, mówiąc krótko (i to prawdopodobnie wciętego wczorajszym jeszcze alkoholem). Dokąd zmierzasz Romeo? – pomyślałam. I wstyd przyznać, ale pierwszą rzeczą o której pomyślałam, było to, że zmierza on do swojej dziewczyny z meliny i za ten bukiet będzie miał z nią miłe chwile.

It's become a habit
A way to start the day

Był to wstęp do głębszej refleksji na temat transakcji kupna – sprzedaży z jakimi mamy na co dzień do czynienia. Bo czymże w zasadzie różni się od prostytucji sytuacja, gdy ktoś przynosi ci kwiaty licząc na seks (i go dostaje)? Gdzie tkwi różnica między tym, kto robi to za pieniądze, a tym kto robi to by zapewnić sobie odpowiedni poziom życia np. w małżeństwie? I w końcu, czy praca w miejscu, którego się nie lubi, ale które przynosi dobry dochód, nie jest współczesną formą najstarszego zawodu świata?

Tak, źle myślę o ludziach. Oburzająco rzadko mam do ludzi stosunek dobry. IdźPanwChuj, gdyż reality killed a video star.

I go through all this
Before you wake up

Mam dzisiaj dystans do wszystkich i wszystkiego (Jaczu, wiesz o czym mówię), zamknęłabym się najchętniej w malutkim, byleby oddzielnym pokoju i nie przebywała z ludźmi. Stukałabym systematycznie w klawiaturę komputera, wypluwając kolejne nieistotne dla funkcjonowania ludzkości materiały ppt, co wbrew pozorom doprowadziłoby mnie o jeden krok bliżej w stronę tytułu pracownika miesiąca i dwa kroki bliżej ku przepaści.


I Imagine what my body would sound like
Slamming against those rocks

Nie myślałam, że ten moment nastąpi, ale brakuje mi cotygodniowych spotkań grupowych. Pierwsza radość z powodu wolnego piątku, okazała się złudna. Nadawanie znikomej wagi wydarzeniu – również. Ostatnimi czasy było to jedno z niewielu miejsc, gdzie robiłam coś absolutnie dla siebie. Gdzie mogłam na chwilę odsapnąć od tego co wokół, mówiąc „wk****a” mnie to. Jedynym substytutem jest już tylko bieganie i ten moment kiedy nie możesz oddychać, ale biegniesz dalej i wszystko inne traci na chwilę znaczenie.

And When it lands
Will my eyes
Be closed or open?