I wracamy znowu do najlepszego okresu mojego życia, czyli wesołej trzydziechy.
Wesoła trzydziecha objawia się skurczami w pachwinie, które skutecznie uniemożliwiły mi powstanie zza biurka. Zabawna trzydziecha to taka, kiedy przez 4 tygodnie chodzisz po lekarzach różnej maści i nie możesz uzyskać prostej informacji – dla-cze-go cię bo-li!
Z radości owej zastanawiasz się już całkowicie na poważnie nad wizytą u weterynarza…
W tle tej historii jest jak zawsze amerykański wokalista, który śpiewa sobie radosnym głosem 30-latka „Everything what kills me, makes me feel alive”
Nie zesraj się.
Nic to, postanowiłam użalać się nad sobą jedynie w pierwszych akapitach tego wpisu. Dalej będę zarażać optymizmem.
Optymizm przyjął w tym miesiącu postać ogórków gruntowych, kilo dwadzieścia!
UWAGA! Nie 1,20 kg, tylko 20kg (słownie: dwadzieścia kilogramów)
Optymizm przejawił się w idei, iż słoików wystarczy dwadzieścia, a osób dwie. Optymizm przepoczwarzył się w huraoptymizm wtedy, gdy uznałam, że kolejne 20 słoików starczy i do wieczora się „uwiniemy”. Skończyło się na 50 słoikach, 2 wizytach w kerfurze po nie, 3 dniach pracy i psychopatycznym lękiem przed ogórkiem gruntowym.
Wszystko to uświadomiło mi jednak, że jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem. Kupując od pierwszej z brzegu babci chrzan i czosnek do zaprawy, zrozumiałam że wręczone owej 12,5 zł chyba dużo dla niej znaczy, podczas gdy ja wydaje tyle na piwo w knajpie. Obserwując zgromadzonych wokół Hali Banacha różnej maści ludzi, dotarło do mnie, że jest cała masa spraw, o które nie muszę się martwić.
I tak jak Amerykanie vs Afryka
Tak i ja, w kontekście zwyczajnego życia, często zapominam o proporcjach i zwykłej przyzwoitości w konsumpcji dóbr.
Jechałam dzisiaj autobusem, notowałam w notesiku wszystkie rzeczy „to do” i „must be”, kiedy moje zajęte zupełnie niczym ucho, dosłyszało przedziwną dyskusję toczącą się tuż przede mną. Długo nie mogłam wyłapać jej sensu, lecz gdy dotarło do mnie, o co tak naprawdę kaman – zatkało kakao..
Otóż wyobraźcie sobie, iż Stara Baba Z Kulą i wtórująca jej Ruska Torba zaczęły głośno komentować pewną Bogu ducha winną panią, że ma na sobie spódnice i nie założyła nogi na nogę, tylko siedzi normalnie i zdaniem owych pań „gorszy innych” tudzież okazuje kompletny brak kultury!
I jęły się owe baby przekrzykiwać skandalami, chamstwem i szkorbutem, jedna przez drugą gratulując sobie między wierszami moralnej wzniosłości. Obserwując z rosnącym zdziwieniem zaistniałą sytuację, rzuciłam szybko okiem na obiekt zgorszenia. Ku mej rozpaczy nic widać nie było (przynajmniej na moim poziomie wzroku).
Zwróciwszy delikatnie uwagę paniom, iż skoro tak je ten widok razi, to po co nieustannie wgapiają się w uda pani w spódnicy i że chyba rosnąca fascynacja gołą nogą spać im po nocach nie daje.
Brak kultury wrócił do mnie niczym bumerang! Tadam!
Co się wtrąca?! Kto ją pytał? Brak kultury! Ach ta młodzież.
Postanowiłam przyjąć na powrót taktykę spódniczanej degeneratki i przestałam po prostu reagować na pobieżne oceny mojej skromnej osoby, czując jednakowoż jakiś taki wewnętrzny żal nad Polakiem Cebulakiem i nad tym, że podobnie jak w opisywanej wyżej bazarkowej sytuacji, zbyt często zapominam, że ja i wy nie jesteśmy średnią społeczną i może nie do końca wiemy jak wygląda pewna smutna rzeczywistość wokół nas. Na co dzień jebiemnieto, że płaca minimalna w tym kraju to 1680 zł brutto, a zaściankowość i próba mówienia innym jak żyć mają (pod osłoną chrześcijańskiego miłosierdzia) mają się świetnie.
Kiedy ogarnia mnie smutek na to wszystko, przypominam sobie jednak, że powinnam się cieszyć z tego co mam (i cieszę się!), bo tak naprawdę nie muszę się martwić czy starczy mi do pierwszego, a jeśli mam ochotę mogę zjeść obiad w knajpie i pójść na piwo ze znajomymi. A przede wszystkim mam coś, czego większości ludzi brakuje najbardziej – swoistą wolność. Wolność do zmiany poglądu na dany temat (a tego już Polak beton nigdy się nie nauczy), wolność do spakowania walizki i wyjazdu gdziekolwiek chce (no, może poza Szwecją, która wydaje się być niebotycznie droga), i przede wszystkim wolność do podejmowania swoich decyzji, bez konieczności konsultowania ich z osobami, którym jestem coś winna. I może dlatego całe życie bardzo uważam na to, by długów u kogoś nie posiadać – czy to pieniężnych, czy to wdzięczności.
