Kopciuszek, w nowej wersji 3D. Dwie wersje Śnieżki– jedna dla fanów Borata, druga dla fanów Zmierzchu. Nowy Burton, którego wszystkim serdecznie polecam (czemu tylko ja miałabym tracić pieniądze, do hója?)
Żyć, nie umierać - od chocholego tańca w rytmie disco (tak, pokochałam własny koncept i tylko własne żarty są dla mnie śmieszne), po parafrazę w postaci robinsonów warszawskich, którzy tańczą w ruinach swoich chmur.
Okazuje się, że nie wszystko można naprawić w warsztacie. Proszę Pani! Oni się tam głównie zajmują wymianą opon zimowych na letnie (niekoniecznie w tej kolejności). Wracam więc z kwitkiem, na tarczy swojego erotycznego tachografu, ciągnąc za sobą zgniecioną karoserię żakietu z H&M i zastanawiam się nad parafrazą parafrazy w wersji demo, jako konsensusu pomiędzy softem a hardem.
A Małgorzata bierze pod pachy opony (sztuk: dwie) po to, aby nie chodzić dwa razy. Żeby nie wyjść na pizdę słabszą, robię to samo i więcej. Myślę sobie, że chyba wiele rzeczy robiłam w życiu zgodnie z zasadą – „przebijam”, zamiast „sprawdzam”. Jaki z tego morał? Nie wiem.
Więcej morału wyciągnąć można chyba z ludzkiej stonogi. Jest to historia ponadczasowa! Jest to też genialna hiperbola współczesnych trendów konsumpcyjnych. Dla mnie zamyka się w prostym: nie łaź w nocy po lesie, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto zechce połączyć twoje usta z cudzym odbytem (wersja hard) lub twój odbyt z cudzą twarzą (wersja soft). W tym przypadku zdecydowanie proszę jednak o nie utożsamianie autora z podmiotem lirycznym.