wtorek, 15 maja 2012

PMS, a co jeśli..?


Pomarańczy! Ogórków! Lodów! Sushi! Uwielbiam Cię! Nienawidzę! Przytul…Spierdalaj! – całe moje ciało jest dzisiaj dawcą sprzecznych komunikatów. Zmienne nastroje przecinają się w punktach ze zmiennym apetytem i niczym sokowirówka miksują wszystkie możliwości. Potrzeba samotności bije się na gołe klaty z pragnieniem opieki- takiej z pocałowaniem w czoło i pogłaskaniem po głowie. Prawdopodobnie zaraz oszaleje (stan szczególny)

Zmienność to nie tylko ostatnie kilka dni. Niezauważalnie zmieniłam bardzo wiele w swoim otoczeniu. Z punktu, w którym dominowała złość, żal  i smutek, znalazłam się mentalnie w miejscu, gdzie czuje się nienaturalnie spokojnie, otoczona przez psychopatycznie zen (stan ogólny)

Kiedy pęka serce, powinno się umrzeć. Nie rozumiem czemu nie umarłam – mówi Harper pośrodku lodowej pustyni własnego umysłu. Tymczasem umrzeć można na wiele sposobów. Poprzez zamknięcie na ludzi, albo udawanie kogoś, kim się nie jest- to też swego rodzaju śmierć, bo siedzisz sobie z uśmiechem na twarzy, który w żaden sposób nie koresponduje z tym, co rzeczywiście czujesz. Stajesz się centrum uwagi wszystkich, tylko nie siebie. Śmiejesz się głośniej niż inni i lepiej się bawisz. Mało jesz, mało śpisz, dużo myślisz. Tyle, że nic z tego nie wynika.

W delikatności i słabości często kryje się prawdziwa przemoc – wzięłam to sobie bardzo do serca, postanawiając, że już nigdy więcej nie będę słaba. I mogłabym się trzymać takich postanowień, gdyby nie to, że okazały się być oparte na błędnej definicji. 

Tymczasem, chodzę spać przed północą. Jem rano owsiankę. Kupuję warzywa na bazarze i jestem mediatorem dla własnej rodziny. Siedzę spokojnie i słucham argumentów każdej ze stron, udzielam głosu, tonuję emocje..

I czekam tylko kurwa na moment, aż w końcu trafi mnie szlag. Aż skończy się ta cisza przed burzą, aż nastąpi pierdolnięcie, które przywróci mnie do stanu początkowego. Do stanu nieuporządkowanej normalności, niewyspania, braku odpowiedzialności i zwyczajnego chaosu, w którym przynajmniej wiem czego się mogę spodziewać.

p.s. A co, jeśli PMS nie istnieje, a ja jestem po prostu wredną suką?

1 komentarz:

  1. a może całe Twoje życie aż do tej pory było PMS-em, a teraz po prostu z ukontentowaniem unosisz się na powierzchni krwawego jeziora? jak kwiat lotosu?

    OdpowiedzUsuń