sobota, 23 lipca 2011

lew czy żyrafa?

W Diunie pojawia się litania przeciw strachowi. Czasami mam ochotę przerobić jej treść, zastępując słowo "strach" - słowem "smutek". Chciałabym móc pozbawić go mocy na tyle, aby jedynym powodem do niego było to, że w kinie właśnie skończył się popcorn. Albo, że gdzieś tam na trawie "odpoczywa" sobie jeż.

Chciałabym, aby to wszystko było chociaż trochę łatwiejsze, chociaż trochę zwyczajniejsze, chociaż na chwilę pozbawione komplikacji. Tymczasem nawet najprostsze sytuacje to wyzwanie. Ciągle trzeba o coś walczyć, z czymś się spierać i z czymś sobie radzić.

Bohater pewnego filmu powiedział, że szukamy w swoim życiu lwa. Nie spotykając go na swojej drodze, zadowalamy się napotkaną żyrafą. Bo co jeśli lew nie przyjdzie? Mądrze powiedziane - pomyślałam. Co jednak, kiedy spotykamy na swojej drodze lwa, dla którego jesteśmy żyrafą?

Czasami chciałabym być Witkiem Długoszem z "Przypadku". Chciałabym zobaczyć trzy różne scenariusze, trzy różne historie, trzy zupełnie różne możliwości. Niestety to tak nie działa. Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy. A i przypadek nie jest odpowiedzialnym za tu i teraz. "Nic nie musisz", mówi umierający ojciec Witka. No właśnie. Nie muszę. Chcę. I wiem czego chcę.






chodź, pomaluj mój świat

Do wszelkich prac domowych jestem zawsze pierwsza. Dlatego też, kiedy tylko padło hasło - malujemy, od razu zabrałam się do rzeczy!




Malwa nie wyglądała na przekonaną, jednak zdecydowała się dać szanse młodej zdolnej artystce! Sama zajęła się natomiast swoim nowo otwartym salonem kosmetycznym "Pomaluj pazurka". Bo lakierów jej było czterdzieści i cztery.


Tymczasem malarz-artysta zabrał się za wiekopomne dzieło malowania ścian w jednym z pokoi hotelu Europejski. Prawdziwa sztuka wymaga jednak pewnej wprawy, ćwiczeń, prób i błędów oraz licznych kieliszków wody źródlanej "Julia".

Szast, prast, abrakadabra, makabra. Dzieło zniszczenia dokonało się na oczach wszystkich!


W zasadzie również na nogach...



Na rękach...

a nawet i stopach!

a wszystko to...

tymi ręcami!

Bo malarz ów wkłada serce we wszystko co robi. Egzemplifikacja serca ( patrz wyżej).

Knix, to nie tak się robi - tłumaczył cierpliwie Mix. Człowiek nie ściana. Każdy widzi. Chociaż czasami faktycznie, można się ze ścianą jako człowiekiem zderzyć dosyć boleśnie ( tutaj pociągnęła z butelki długi łyk Julii i zamachała ręką w przekazie pouczającym).


We dwóch już, zabrały się malarze artysty za dekorację ścian, a efekty ich pracy przerosły wszelkie oczekiwania!









Radości było co niemiara! Nie osłabiła jej nawet informacja o tym, iż znajdujące się na większości ubrań farby, są niespieralne:) Podekscytowany swym dziełem malarz- artysta postanowił namalować i gospodynię, która co prawda nie zgodziła się na nagi portret, ale dzielnie siedziała przez 17 minut i 22 sekundy nieporuszona i uśmiechnięta.

Namalowany naprędce obrazek, okazał sie fantastycznym wieszakiem na bieliznę, skarpety i różańce.

Taaaak, pomyślał artysta-malarz. Wystarczy włożyć w coś trochę serca i efekty murowane!