sobota, 23 lipca 2011

lew czy żyrafa?

W Diunie pojawia się litania przeciw strachowi. Czasami mam ochotę przerobić jej treść, zastępując słowo "strach" - słowem "smutek". Chciałabym móc pozbawić go mocy na tyle, aby jedynym powodem do niego było to, że w kinie właśnie skończył się popcorn. Albo, że gdzieś tam na trawie "odpoczywa" sobie jeż.

Chciałabym, aby to wszystko było chociaż trochę łatwiejsze, chociaż trochę zwyczajniejsze, chociaż na chwilę pozbawione komplikacji. Tymczasem nawet najprostsze sytuacje to wyzwanie. Ciągle trzeba o coś walczyć, z czymś się spierać i z czymś sobie radzić.

Bohater pewnego filmu powiedział, że szukamy w swoim życiu lwa. Nie spotykając go na swojej drodze, zadowalamy się napotkaną żyrafą. Bo co jeśli lew nie przyjdzie? Mądrze powiedziane - pomyślałam. Co jednak, kiedy spotykamy na swojej drodze lwa, dla którego jesteśmy żyrafą?

Czasami chciałabym być Witkiem Długoszem z "Przypadku". Chciałabym zobaczyć trzy różne scenariusze, trzy różne historie, trzy zupełnie różne możliwości. Niestety to tak nie działa. Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy. A i przypadek nie jest odpowiedzialnym za tu i teraz. "Nic nie musisz", mówi umierający ojciec Witka. No właśnie. Nie muszę. Chcę. I wiem czego chcę.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz