Mój dziadek całe życie był
narcyzem - wierzył w siebie i w swoją zajebistość. Jeździł też po świecie i
otaczał się tabunami kochanek -> Zmarł „ze starości” w wieku niespełna 90
lat.
Moja babcia wiecznie się czymś
przejmowała. Dziadek zostawił ją z dzieckiem (moją mamą) i ożenił się z
dziewczyną w wieku mojej matki. Babcia była typową matką polką i wspomnienia z
nią związane oscylują głównie wokół robienia pierogów i wnoszenia na 4-te
piętro siat pełnych zakupów -> Zmarła
na wylew w wieku niespełna lat 60-u.
Czasem myślę, że receptą na
długie życie jest nie tyle twarda dupa i krótka pamięć – co posiadanie
wszystkich i wszystkiego w owej.
„Nie uczmy świata jak żyć” –
powiedziała wczoraj całkiem sympatyczna babeczka od psychologii, a ja zdałam
sobie sprawę, że od dłuższego czasu robię staż bezpłatny w ZNP - rozwiązuję nie
swoje krzyżówki i odpowiadam na nie swoje
pytania.
Żałuje, że moi rodzice nie
umacniali we mnie poczucia własnej wartości i dopiero ciężką pracą próbuje ją w
sobie zbudować. Żałuję, że moi rodzice nie szanowali mnie jako dziecka – za to
ja winna im była szacunek tylko z racji tego, że są rodzicami. Żałuje też, że
zostałam wychowana w kulturze obrażania, kłótni i braku dotyku. W kulturze,
która sprawia, że po powrocie do domu nie umiem się zwyczajnie położyć na łóżku
i nie robić nic (bo zaraz wpędzam się w poczucie winny, że jestem leniwa).
Zawsze miałam poczucie, że w
jakiś sposób muszę udowodnić racjonalność swojego istnienia. Moje siostry
dobrze się uczyły – więc ja musiałam uczyć się lepiej. Zgarniałam wszystkie możliwe stypendia
naukowe i czerwone paski. Moje siostry skończyły studia – ja skończyłam dwa
kierunki, w tym jeden z wyróżnieniem. Prawo jazdy? Wyłącznie za pierwszym
razem! Pierwsza praca i wyprowadzka z domu – na asapie.
Sama wpędzam się w lęk przed
różnymi sytuacjami, ponieważ na drugim etacie życia, nieustannie próbuje uczyć
innych jak żyć. Martwię się, tworze scenariusze, przejmuje cudzą
odpowiedzialność (i to wcale nie dlatego, że ktoś mnie o to prosi).
Nie jestem poetką i nie piszę
ładnych wierszy. Nie statusuje się na fejsbuku – bo nie mam nic zabawnego do
powiedzenia. Nie mówię o sobie: ładna. Nie mówię: inteligentna. Nauczono mnie,
że mówienie o sobie dobrze, to oznaka pychy, chamstwa i egoizmu.
Dziadka nazwałam narcyzem, bo
kochał przede wszystkim siebie. I prawda jest taka, że koniec końców umarł w samotności. Umarł w tej samotności jednak
dobre 30 lat później, niż otoczona wnukami babcia. Patrzę więc na tych wszystkich ludzi wokół,
którzy nie merdają ogonem do byle kogo i nie zachowują się jak byle chłop
pańszczyźniany co poleruje srebra Panicza. I zazdroszczę.





