Z Jaczesko spędzamy niedzielę na robieniu sobie przerwy pomiędzy ścieraniem kurzy, a myciem podłogi (sponsored by Procter&Gamble) - przebieżka 5 km wokół łazienek w orzeźwiającej temperaturze 30 stopni (dla niezaznajomionych z tematem - główną nagrodą zestawu startowego biegu kobiet, okazało się być Pronto do kurzu, yeah).
Jaczesko z kolei, okazało się być prosiakiem i kiedy to wpadłyśmy (czyt. dopełzłyśmy) razem na metę, trzymając się triumfalnie za łapki - wysunęła do przodu swoje futro, przez co oficjalnie dobiegła sekundę przede mną. Na skutek machlojek organizatorów, spadłam więc co najmniej 5 pozycji niżej od tej (nie bójmy się tego słowa) oszustki matrymonialnej!
Zważywszy na powyższe, poniższe i wszelakie inne okoliczności, nie mam skrupułów by nadmienić, że dziewczę owo troszku się spociło (nie bez znaczenia jest tu użyty wcześniej deskryptor "prosiak"), podczas gdy inne biegaczki (np. te z czasem gorszym o sekundę) nic na swej świeżości i oszałamiającej urodzie nie straciły.
Pozdrawiam!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz