piątek, 14 listopada 2014

piątek


Dzień zaczął się jakby zwyczajnie. Wstałam rano, umyłam się, ubrałam i wyszłam na przystanek – pilnując przy tym, by zupa dyniowa nie wylała się ze słoika prosto do mojej torebki. Jak zwykle pośmiałam się z ludzi i z ludźmi w pracy. Taka przecież jestem śmieszka.

Wysłuchałam kilku teorii na swój temat i poszłam spokojnie do biurka.

Następnie się popłakałam.

I niczym Truman Copote w „Z zimną krwią” siedzę pochylona nad sobą i metodą introspekcji tworzę studium zbrodni.

E jest ekstra(wertyczna)

E jest sarkastyczna

E nie zna granic

E jest zimną suką

E nie chce mieć dzieci

E jest..

Gówno wiecie wszyscy.












czwartek, 13 listopada 2014

czwartek, 13-tego

Kupiłam Tytusowi obrożę z feromonami za 56 złotych. Wcisnęłam mu też do pyska strzykawkę z syropem przeciwbólowym. Po raz pierwszy od miesiąca nie boję się iść spać.

Magda Gessler uczy ludzi jak prowadzić restaurację, jest to jednak jedynie przykrywka dla wielopoziomowej terapii psychologicznej. Magda uczy, Magda bawi, Magda łączy rodziny.
W Biedronce tymczasem mamy już jajka z wolnego wybiegu oraz tydzień włoski. MariPaz ostrzega, że wkrótce pójdziemy tam na wernisaż. 

Mam na ręcach odciski, co na długo wyklucza rajstopy o denimie mniejszym niż 20. Podciągam się na drążku trzy razy i w zasadzie jestem szczęśliwym człowiekiem.

Jest między nami tyle podobieństw, że czasami wydaje mi się, że naprawdę mam brata. 

Ale tak poza tym, ciągle czuje że jestem lekko złym człowiekiem.