środa, 29 sierpnia 2012

Mniej piszę, ale może nieco lepiej, bo nie jest to strumień świadomości wylewany bez ładu i składu na internetowe kartki, tylko coś co dobrze przemyślę? Ale pewnie wszyscy na swój sposób się zmieniamy w tym, co i jak robimy.

Kasia staje się "słitaśna" publicznie (chociaż pewnie w głębi duszy zawsze taka była) i z szańców wegetarianizmu, feminizmu i ekologii, zatrzymuje się na chwilę po to, by opowiedzieć o tym, co tak naprawdę dla niej ważne - lokalnie, a nie globalnie. Bo wojujące feministki też obierają kartofle - z tą różnicą, że wtedy kiedy chcą i dla kogo chcą.

Martó siedzi w rozgrzanym do czerwoności pociągu nach Budapest. Spalona słońcem czyta "Podróż" i cytuje mi fragmenty. Wiem jednak, że przede wszystkim myśli o shared bathroom w hostelu Pest oraz o magnesie z napisem Balaton, którego nie ma. 

Najpiękniejsza ze zwierzyńca siada wieczorami w oknie i paląc wolno papierosa rozmyśla nad insanity, które  dosłowne jest i w przenośni. I po kilku tygodniach okazuje się, że coś jest źle. Wujek google udziela odpowiedzi, ale tylko dosłownie. Bo w przenośni nigdy nie wiadomo. 

Tytus pyta Pau o drogę do Chin. Mój kochany mandnaryński kotek lubi sikać do walizki dzień przed wyjazdem. Lubi też wymiotować na pościel w środku nocy i szaleje z głodu 24/7.

Synapsa wyjada resztki czekoladek z Moskwy, przegryzając rybą w pomidorach z terminem ważności 2013 i skrobiąc jednocześnie łyżeczką od herbaty po dnie słoika Nutelli (nie ufam ludziom, którzy nie lubią czekolady i to się zawsze sprawdza).

Zostawiłam jej bardzo mało prowiantu i nagle myślę, że gdybym w tym kraju na W (H?) dojadała, to teraz stanęłoby mi w gardle. 

Pociąg jedzie, krajobraz się zmienia.

Secrets of Sahara włączyło się w ipodzie w trybie shuffle. I pomyślałam sobie, że był to przecież strasznie denny serial, z wyjątkowo beznadziejnym włoskim dubbingiem. A i tak niezmiennie pozostawał w mojej pamięci, jako jedno z najfajniejszych wspomnień dzieciństwa. Tak jest i chyba z sogenante miłością. Kochamy nie dlatego, że ktoś jest piękny, mądry, ładnie ubrany, czy uposażony (jakkolwiek by tego ostatniego nie rozumieć), ale dlatego, że czujemy się jak przy tym durnym dubbingowanym serialu. Beztrosko. Z dziecinną ciekawością, otwartą buzią i niewypowiedzianym na głos "co będzie dalej?".

Podobno nie jest tak, że niespełnione marzenia kończą się tragedią. Tragedią kończą się marzenia spełnione. Tak pisze Dygat i tak go cytuje MariPaz. A ja myślę, że wszystko jest kwestią naturalności. Bo zarówno egzaltacja, jak i powściągliwość są jak niemiecki lektor w romantycznym filmie ona i on, ona i ona, oraz on i on.

Nad brzegiem pewnej rzeczki, siedziały sobie smuteczki.

Jeden był o tym, że szczęścia jest jakby za mało, by starczyło wszystkim. Jest jak za krótkie spodnie. Jak dziura na kolanie, gdy nie ma z czego przyszyć łaty i jak moje japonki, które po 4 latach używania, starły się do grubości pół milimetra.

Drugi był o tym, że czasem wybieramy łatwiejsze szczęście, "robimy to co trzeba", rezygnujemy z tak wielu rzeczy tylko po to, by zadowolić innych. Mieszkamy tu, a nie tam, uczymy się "zawodu", chodzimy utartymi ścieżkami, które oświetla żarówka osram. 

A trzeci o tym, że nie umiem być już tak beztroska jak kiedyś i być może zbyt wielu rzeczy się boje. Że samolot ucieknie, że dostane mandat za picie piwa na ulicy, że to i że tamto.

Czwarty smuteczek mówi o tym, że ryba za 3000 HUF okazała się być karpiem, a piąty o tym, że upiłam się winem o 13.

Nad brzegiem Balatonu usiadłam więc i płakałam. Nad brzegiem Balatonu usiadłam też i kochałam.



niedziela, 12 sierpnia 2012


Mam czasami wrażenie, że moje życie przebiega właśnie w takim tempie, jak ten teledysk. Teraz Ja, Ty.  Teraz Ty, Ja. Coś jakby nie wiem. Yo!

Szukanie mieszkania to droga przez mękę. Operacja logistyczna na wysoką skalę. Podziwianie minionej epoki - w postaci drewnianej boazerii i PCV vs. panele z Castoramy i kiczowaty styl nowego budownictwa. Doprawdy, wybór jest naprawdę trudny.

Bilety na samolot, rezerwacje hoteli, planowanie (jak spakować się w bagaż podręczny na 2 tygodnie ?), kot musi mieć chrupki, 4-ty tydzień naprawiania Stefana, wymiana kontaktu i milion sześćset innych „drobiazgów”.  Hell yeah!

A w między czasie rozkmina nad kondycją własną i świata. Nad tym, co kiedyś nazwać mogłam ideałami i tym, co teraz nazywam rzeczywistością. Moment, w którym zaczynasz zdawać sobie sprawę z faktu, że podświadomie sabotujesz wszystkie relacje, w które wchodzisz, jest jak kop w przeponę (co w zasadzie i tak mi się tym razem należało).  

Spotykasz się z kimś, kto daje ci w metafizyczną mordę z precyzją i regularnością godną szwajcarskiego zegarka i brniesz w to coraz głębiej tak,  jakby to była najważniejsza rzecz w twoim życiu.  Marzysz o normalnej relacji z osobą, która nigdy nie będzie w stanie w taką relację wejść. Dajesz z siebie wszystko, obwiniając się jednocześnie za to, że to za mało. I dopóty, dopóki nie upodlisz się ostatecznie, nie jesteś w stanie dopuścić do świadomości, że pora dać sobie siana.

Płacz, tego tak naprawdę Ci brak
Patrz, to jest jak powolne umieranie
Wypluj mnie już, niech się stanie

Tymczasem, kiedy spotkasz na swojej drodze wszystko to, o czym zawsze marzyłeś - kogoś, kogo bez wahania można nazwać normalnym… Wtedy jest za spokojnie? Dzień bez kopa - dniem straconym?

Nazwać to można naturą ludzką. Nazwać można też prościej – głupotą. Wszyscy jesteśmy dziećmi swoich rodziców i są pewne rzeczy, których nie da się przeskoczyć. Z drugiej strony, nie można się tym usprawiedliwiać w nieskończoność. Na własne życzenie fundujemy sobie w ten sposób nieszczęście, przeplatane na krótki moment kolejną porcją złych emocji, od których prędzej czy później się uzależniamy.

Lubię patrzeć na Twój uśmiech i lubię robić ci śniadanie. Niech się stanie.

sobota, 4 sierpnia 2012

finneganów tren

Jestem marudna. Jestem też wypadkową pedantyzmu mojej matki, hultajstwa mojego ojca i MatkiPolkiSiatkarki - babci. Ogólnie, często też miewam wypadki.

Jestem niepoprawnym romantykiem. Pewnie dlatego wzruszam się na serialach - płaczę gdy ktoś umiera, albo mówi, że kocha. Czasami przewijam te sceny do początku i znowu płaczę. Czytam właśnie, że Melanie  odeszła od Antonia. Johny odchodzi od Vanessy, a Kristen zdradziła Roberta. Jest mi smutno, gdy bohaterowie pop kultury stają się Robinsonami. Kolejna fala, wyrzuca ich na brzeg samotnej wyspy. Tak jak i nas, bohaterów mass marketu. Przynajmniej w tym punkcie się spotykamy. My i Oni.

Mamy już sierpień. Chciałam przystanąć o godzinie 17, tak jak i chce od wielu wielu dni. Pociąg Kolei Mazowieckich zawsze się spóźnia, ciągle gdzieś stoi i wiecznie jest poza rozkładem, tymczasem o 17-ej jechał dalej. Jak gdyby nigdy nic.

Mam wrażenie, że rok temu, było dwa lata temu - powiedziała. Przypadek, czy zakrzywienie czasoprzestrzeni? Wszystko/większość, uległo zmianie. Zmieniają się ludzie, zmieniamy mieszkanie, szybkość internetu i stosunek do.

Jedni potrzebują odpoczynku od drugich- od ich problemów, zawiłych historii i komentarzy rzeczywistości. Inni potrzebują czegoś na kształt bufora bezpieczeństwa i zapewnienia, że to se nevrati, se nevrati. 

Finneganów tren. Finneganów tren.