niedziela, 12 sierpnia 2012


Mam czasami wrażenie, że moje życie przebiega właśnie w takim tempie, jak ten teledysk. Teraz Ja, Ty.  Teraz Ty, Ja. Coś jakby nie wiem. Yo!

Szukanie mieszkania to droga przez mękę. Operacja logistyczna na wysoką skalę. Podziwianie minionej epoki - w postaci drewnianej boazerii i PCV vs. panele z Castoramy i kiczowaty styl nowego budownictwa. Doprawdy, wybór jest naprawdę trudny.

Bilety na samolot, rezerwacje hoteli, planowanie (jak spakować się w bagaż podręczny na 2 tygodnie ?), kot musi mieć chrupki, 4-ty tydzień naprawiania Stefana, wymiana kontaktu i milion sześćset innych „drobiazgów”.  Hell yeah!

A w między czasie rozkmina nad kondycją własną i świata. Nad tym, co kiedyś nazwać mogłam ideałami i tym, co teraz nazywam rzeczywistością. Moment, w którym zaczynasz zdawać sobie sprawę z faktu, że podświadomie sabotujesz wszystkie relacje, w które wchodzisz, jest jak kop w przeponę (co w zasadzie i tak mi się tym razem należało).  

Spotykasz się z kimś, kto daje ci w metafizyczną mordę z precyzją i regularnością godną szwajcarskiego zegarka i brniesz w to coraz głębiej tak,  jakby to była najważniejsza rzecz w twoim życiu.  Marzysz o normalnej relacji z osobą, która nigdy nie będzie w stanie w taką relację wejść. Dajesz z siebie wszystko, obwiniając się jednocześnie za to, że to za mało. I dopóty, dopóki nie upodlisz się ostatecznie, nie jesteś w stanie dopuścić do świadomości, że pora dać sobie siana.

Płacz, tego tak naprawdę Ci brak
Patrz, to jest jak powolne umieranie
Wypluj mnie już, niech się stanie

Tymczasem, kiedy spotkasz na swojej drodze wszystko to, o czym zawsze marzyłeś - kogoś, kogo bez wahania można nazwać normalnym… Wtedy jest za spokojnie? Dzień bez kopa - dniem straconym?

Nazwać to można naturą ludzką. Nazwać można też prościej – głupotą. Wszyscy jesteśmy dziećmi swoich rodziców i są pewne rzeczy, których nie da się przeskoczyć. Z drugiej strony, nie można się tym usprawiedliwiać w nieskończoność. Na własne życzenie fundujemy sobie w ten sposób nieszczęście, przeplatane na krótki moment kolejną porcją złych emocji, od których prędzej czy później się uzależniamy.

Lubię patrzeć na Twój uśmiech i lubię robić ci śniadanie. Niech się stanie.

2 komentarze:

  1. i to jest właśnie bomba.. kto nie wie ten trąba! :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. wszyscy to wiemy, ale w odpowiednim momencie cierpimy na amnezję

    OdpowiedzUsuń