Chyba nadszedł już ten czas, kiedy w kuluarowych rozmowach używam słów „dzisiejsza młodzież”, „dzisiejsze pokolenie nastolatków” czy „za moich czasów”. Aua. Boli. #PierwszaZmarszczka #WhenWeWereYoung
Tylko nie wiem w zasadzie, czy jest to wynikiem tego co wypada, czy realnego postawienia się w gronie ludzi dorosłych.
Kiedy patrzę na siebie z boku, szczególnie kiedy w momentach stresu dworuje ze wszystkiego i wszystkich, nie czuje się dorosła. Hell no! Czuje jedynie, że jest to kolejna rola jaką muszę odegrać - widownia w komplecie, kurtyna w górę.
Rolę dorosłego pełnię w pracy – siedząc na dość nudnych spotkaniach biznesowych, wypowiadając zdania w stylu „zgadzam się, niemniej najnowsze badania pokazują, iż współczynnik…” aua
Pełnię ją robiąc zakupy w Auchan24, czy wybierając wreszcie kanapę w IKEI. Jestem dorosła także wtedy, kiedy pobierają mi z konta ratę kredytu, albo jak podpisuje umowę z RWE, PGNiG i Play.
Tymczasem ciągle mam w sobie to małe dziecko, które rozgląda się wokół kombinując co by tu jeszcze zbroić? To małe dziecko najchętniej kupiłoby sobie (tfu, poprosiłoby mamę o kupienie) słoik nutelli i śpiewając pod nosem „Księżyc raz odwiedził staw” snułoby zupełnie inne niż dzisiaj sny o potędze (może to była nasza – dzieciorów lat 80tych wersja dzisiejszego „baluję za hajs matki”?)
To małe dziecko wychodzi ze mnie w sytuacjach wymagających relacyjności. Wszelkie konferencje, czy spotkania biznesowe na stopie pół-formalnej są dla mnie prawdziwą koszulą Dejaniry. Palą mnie w ramiona i niczym metka nowego ubrania, wpijają mi się w kark aż do krwi. Próbując small talku czuje się jak John Rambo przypalany rozgrzanym prętem w azjatyckiej dżungli. Najczęściej chowam się więc przy jakiejś ścianie, sprawiając wrażenie, że bez mojego podparcia na pewno się zawali.
Nie umiem też patrzeć w oczy rozmówcy, który jednak oczywiście przyjdzie i uparcie mnie pod tą ścianą zagada. Czuje się wtedy jakbym z osiedlowego sklepu ukradła śmiejżujkę i właśnie mnie złapano. Rosnąca panika zamienia się w przesadną otwartość i durne żarty.
Z zazdrością patrzę na otaczające mnie lwy salonowe i podśpiewuje sobie pod nosem piosenkę przewodnią
I wish I was special.
But I am a creep, I am a weirdo
What the hell am I doing here?!
I don’t belong here.
