Dzisiaj w pracy siedzę na
dmuchanej piłce. Nie, nie mam hemoroidów (as far as I know) - moja romantyczna dusza uparła się, by liczyć spadający
z nieba gwiazdozbiór. Wypowiedziałam wszystkie życzenia dotyczące bogactwa,
władzy i sławy! Zapomniałam najwyraźniej o części dotyczącej zdrowia.
Doszłam też do wniosku, że
wieczór spadających gwiazd byłby znacznie bardziej interesujący gdybyż z nieba
spadła na mnie Anna Maria Jopek, Kasia Kowalska i obowiązkowo Edyta Bartosiewicz
– największa upadła gwiazda Rzeczypospolitej.
Niektórym marzyła się natomiast wielka dupa Krzysztofa Krawczyka,
opadająca na twarz lotem obrotowym .
Jadąc do pracy Stefankiem,
zmarzłam na kość –> znaczy się, że zbliża się łikęd... A skoro wyjątkowo wyjeżdżam na daczę – będzie to niechybnie czas burz, deszczu i
gradobicia.
I dobrze! Na słońce lubię sobie popatrzeć z mojej metalowej puszki
LOPsona.
Nadchodzi nieuchronnie ten czas,
kiedy przyjdzie mi się pożegnać z moim wiernym druhem. Będę tęsknić za brakiem
światła stopu, przyklejonym na skocza kierunkowskazem, jednym lusterkiem,
wiecznie nienaładowanym akumulatorem i świadczącymi o męstwie „drobniutkimi” szczerbami na lakierze (o czym oczywiście
zapomniałam wspomnieć na aukcji allegro). Niemniej, kiedy dostaję maila „mogę podjechać
w ciągu godzinki, by obejrzeć skuterek” – mam ochotę odpisać, że może se Pan do Kerfura
pojechać – tam na pewno mają „skuterki”. Ech…tyle wspomnień, tyle emocji, tyle
wydanej na naprawy gotówki! Nikt i nic mi tego nie odbierze:]
Pamiętasz Jaczesko, jak któregoś
słonecznego popołudnia próbowałyśmy gonić pomykające na motorze dziewczę?
Goniłyśmy ją jakieś 2 sekundy, nim zniknęła za horyzontem... Była to scena
rodem z How I think I look, and this i how I really look.
Pamiętasz Czarnecko, jak
myślałaś, że urwie ci nogę, gdy jechałyśmy ulicą Dolną? A nie urwało. I
tak naprawdę wiem, że kiedy ostatnio okazało się, że nie mam drugiego kasku,
było ci strasznie przykro, bo kochasz wiatr we włosiu tak samo jak i ja!
Pamiętasz Maripaz, jak w środku
nocy strzelił na Zachodnim piorun i padła cała elektryka? I jak zamiast
kierunkowskazu używałam rąk, rozważając jazdę z latarką w ustach? To były
emocje! To była nasza młodość! Koniecznie musisz napisać o tym poemat.
Coś się kończy, coś się zaczyna (Magda „Cóż z tego, że ze Szwecji”
Werner, otwierając drugie piwo). Taka kolej rzeczy. Zamieniam więc siekierkę na
kijek, a skuter na pralkę (ecobubble oczywiście). Będę się bawić wkrętarko
wiertarką, silikonem w tubie oraz tym śmiesznym płynem do zdzierania fug! Hell
yeah!