piątek, 13 września 2013

Piątek, 13-go.


Droga do pracy – całe 25 minut i jedyny czas w ciągu dnia, kiedy jestem całkowicie sama i mogę pomyśleć. Mogę popatrzeć sobie w szybkę skmki i spacerować po własnej głowie. 

Czasami jednak trochę niewygodnie jest zostawać sam na sam ze swoimi myślami.

Dzień - niby zwyczajny. Jednak kiedy jesteś przesądny, przestaje takim być. Ja trochę jestem, dlatego kiedy pomyślę o tym, że dzisiaj jest rocznica śmierci taty i jednocześnie piątek 13go, bardzo się boje tego co mogłoby się wydarzyć. Moja matka ostatni raz była w szpitalu wtedy, kiedy mnie rodziła (zakładając, że rzeczywiście nie jestem adoptowana). Zetknięcie z polską służbą zdrowia, gdzie zmieniło się niewiele - musi być dla niej niezwykle bolesne. Prawdę mówiąc, nie wyobrażam sobie, jak Ewa spędza noc w szpitalu. 

Gdy właśnie zamierzałam wejść rano do łazienki by się wykąpać, Domka spytała mnie szybko, czy może wejść przede mną na siku. Powiedziała w tym zdaniu „przepraszam, ale muszę..” i zrobiła to takim tonem, że w ułamku sekundy mignęła mi przed oczami zupełnie inna osoba, która przepraszała mnie za to, że nie jest już w stanie sama wstać z łózka. Poczułam to jak uderzenie obuchem i tak jak Proust przypominał sobie wszystko to, co działo się wokół magdalenek, tak i ja przeniosłam się na chwile do tamtego wspomnienia, czując wokół siebie tamten specyficzny zapach i ciężkie powietrze.

Katarzyna mówi, że kiedy kupiła mieszkanie, wpadła w ciężką depresję. Mam wrażenie, że sama zaczynam się o nią ocierać. Gdzieś tam się czai i przygląda uważnie, zbliża dwa kroki i oddala tylko o jeden. Uwypukla wszystko to, co najgorsze, przysłaniając te elementy układanki, które jakoś do siebie pasują.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz