Moja grupa liczy 8 osób. Spotykam się z grupą każdego tygodnia i spędzam z nią aż 150 minut. Czas ten mija zadziwiająco szybko. Grupa jest trochę po to, aby pokazać mi, że punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. I że łatwo jest być sędzią w cudzej sprawie.
Coraz częściej udaje mi się odnaleźć analogię pomiędzy własnym postępowaniem, a całą resztą otaczających mnie zachowań. Kali ukraść krowę, a potem Kalemu ukraść. I co? I dupa. Nie jest łatwo przyznać przed samym sobą, że coś zrobiło się źle. Że z premedytacją dmuchamy czasem balony swojego ego, nie bacząc komu wystawią za to rachunek. Czasem przecież, ktoś aż sam się o to prosi. Czasem masz ochotę odegrać się na kimś za tamto i owamto.
Tymczasem co, jeśli któregoś dnia budzisz się i stwierdzasz, że nie jesteś już zły? Jest to przedziwny stan. Uczucie, które od wielu miesięcy towarzyszy ci w mniejszym lub większym stopniu - nagle znika. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że złość uświadamiasz sobie dopiero wtedy, gdy przestajesz się wściekać. Taki to trochę niemy bohater drugiego planu. Nie mówi wprost, tylko warczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz