sobota, 23 lipca 2011

chodź, pomaluj mój świat

Do wszelkich prac domowych jestem zawsze pierwsza. Dlatego też, kiedy tylko padło hasło - malujemy, od razu zabrałam się do rzeczy!




Malwa nie wyglądała na przekonaną, jednak zdecydowała się dać szanse młodej zdolnej artystce! Sama zajęła się natomiast swoim nowo otwartym salonem kosmetycznym "Pomaluj pazurka". Bo lakierów jej było czterdzieści i cztery.


Tymczasem malarz-artysta zabrał się za wiekopomne dzieło malowania ścian w jednym z pokoi hotelu Europejski. Prawdziwa sztuka wymaga jednak pewnej wprawy, ćwiczeń, prób i błędów oraz licznych kieliszków wody źródlanej "Julia".

Szast, prast, abrakadabra, makabra. Dzieło zniszczenia dokonało się na oczach wszystkich!


W zasadzie również na nogach...



Na rękach...

a nawet i stopach!

a wszystko to...

tymi ręcami!

Bo malarz ów wkłada serce we wszystko co robi. Egzemplifikacja serca ( patrz wyżej).

Knix, to nie tak się robi - tłumaczył cierpliwie Mix. Człowiek nie ściana. Każdy widzi. Chociaż czasami faktycznie, można się ze ścianą jako człowiekiem zderzyć dosyć boleśnie ( tutaj pociągnęła z butelki długi łyk Julii i zamachała ręką w przekazie pouczającym).


We dwóch już, zabrały się malarze artysty za dekorację ścian, a efekty ich pracy przerosły wszelkie oczekiwania!









Radości było co niemiara! Nie osłabiła jej nawet informacja o tym, iż znajdujące się na większości ubrań farby, są niespieralne:) Podekscytowany swym dziełem malarz- artysta postanowił namalować i gospodynię, która co prawda nie zgodziła się na nagi portret, ale dzielnie siedziała przez 17 minut i 22 sekundy nieporuszona i uśmiechnięta.

Namalowany naprędce obrazek, okazał sie fantastycznym wieszakiem na bieliznę, skarpety i różańce.

Taaaak, pomyślał artysta-malarz. Wystarczy włożyć w coś trochę serca i efekty murowane!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz