Wszyscy coś odgrywamy. Wszyscy na swój sposób staramy się swoje własne życie udramatyzować na kształt filmowych dramatów, które najlepiej utrafiają w nasz gust. Inaczej wszystko to, co robimy i przeżywamy, wydawać by się mogło miałkie i bez polotu.
Stanisław Dygat, Disneyland
Wielu z nas czeka też na filmowe (szczęśliwe) zakończenie. Na ten piękny moment, kiedy wszystkie nasze mini tragedie, uwieńczy jedno proste "oooch Rhett, oooch Scarlett!". W międzyczasie ściskamy więc w dłoniach garść ziemi, która dodaje nam siły i wiary w to, że jutro też jest dzień.
Of course I miss u, and I miss u bad. But I also felt this way, when I was still with you.
To niesamowite, jak wielka jest zdolność do wypierania wszystkiego co złe, kiedy rzeczywistość przykrywa nam ten bardzo krótki moment szczęścia. W tym kraju żyje ok. 38 milionów ludzi (minus sąsiad, który od 2 tygodni rozkłada się na parterze mojej kamienicy), z czego przynajmniej 35 milionów ma z grubsza ten sam problem.
I to chyba nie jest tak, że specjalnie wkładamy rękę do ognia. Albo, że ten ogień przyciągamy. Zwyczajnie nie umiemy z tym ogniem postępować. Kiedy płonie dom, naturalną reakcją powinna być ucieczka. Ludzie tacy jak ja, nie tylko próbują wynieść z płonącego domu jak najwięcej, lecz często zabierają się za gaszenie ognia, podczas gdy powinni szukać drzwi.
Dziewczynki poszły za garaże i pokazują sobie tatuaże. Dziewczynki wsiadają do samochodu i odjeżdżają na spacery. Dziewczynki mówią "ja nie mogę", a inne ,myślą "co ja robię?".
It's complicated, isn't it?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz