środa, 25 listopada 2015

dokąd zmierza nasz świat


Piątek, 13go. Europa modli się za Paryż, Europa pali znicze, kładzie kwiatki, a liderzy wszystkich partii politycznych (lewackie i liberalne szmaty, które sprowadziły islam do Polski również) składają kondolencje pod ambasadą Francji. Duduś pokazał schylając się fragment łysiny, Ewa jak zawsze mówiła łamiącym się głosem, który wyciska łzy, a Basia, jak to Basia - nawoływała do nie atakowania uchodźców. Taka sobota po takim piątku.

Paryż wart jest mszy. Ale Paryż jest świecki.

Europa pokazuje miękkie podbrzusze. Wypina się swoją bezradnością w całej okazałości. 

Jadę autobusem linii 172 - kierunek Sadyba. Rozważam wszystkie geopolityczne uwarunkowania, międlę w ustach przekleństwa, przypominając sobie kolejne andrzejrysuje, które nie są jedynie śmiesznym żartem. I wtem spotykam jej spojrzenie. Wyczuwam ją momentalnie, patrząc na zachłanność jej wzroku. Dziewczyna otwiera metodycznie rafaello, zjada naprędce, po czym zabiera się za kruche ciasteczka. Cała siatka zakupów wypchana jest słodyczami. Obie to wiemy. Ona wie, że ja wiem. A ja wiem, że ona wie. Całość tych zakupów, za wyjątkiem plastikowej siatki (bo biodegradowalna) wylądują wkrótce w muszli WC jej mieszkania.  Spotykam ją zresztą 3 tygodnie później - w tym samym autobusie, z taką samą siatką i takim samym umęczonym spojrzeniem. Kolejny przykład człowieka, któremu nie jestem w stanie pomóc, chociaż na swój sposób dobrze go rozumiem.

Świat się zmienia i to w bardzo złym kierunku, a ona po prostu wpierdala te swoje słodycze. Na swój sposób jest oderwana od piątku 13go i tego co może się jeszcze wydarzyć. Cytując Hemingwaya - nie pytaj o to, komu bije dzwon - bije on Tobie.

Rozmowa o lęku przed samotnością (szczególnie tą w sile wieku) wróciła do mnie jak bumerang. Moja matka regularnie powtarza, że podstawowym problemem mojego "stylu" życia jest samotność. Mimo, że mam ochotę wyjść i trzasnąć drzwiami, to na swój sposób jest to lęk, który funkcjonuje zagnieżdżony gdzieś głęboko we mnie. Tak samo jak wieczny lęk przed zależnością, czy też lęk przed różnicami pokoleniowymi, które obserwuje już nawet w kontakcie z Domiczem. .

Będąc już trochę po trzydziestce, nadal nie czuje się osobą dorosłą (zastanawiam się regularnie, kiedy w końcu poczuje, że to już ten moment?). Nadal czuje tę niepewność związaną z poznawaniem innych ludzi (co tak naprawdę o mnie myślą?), tylko trochę lepiej to ukrywam, wychodząc zapewne na pewną siebie. Wszyscy się przejmują, tylko Ewelina ma wyjebane na wszystko.

Miałam pisać o tym, dokąd zmierza nasz świat, ale mimowolnie zastanawiam się nad tym dokąd zmierzam ja sama i jak bardzo z biegiem czasu, coraz więcej we mnie obaw o nieposadzenie drzewa.

Yes, this fear's got a hold on me.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz