piątek, 14 lipca 2017

jeśli online powoduje bulimię, to co z anoreksją?

Życie na Faceboku jest takie piękne, takie kolorowe i tak bardzo pełne kabrioletów. Wszyscy są na wakacjach i mają piękne słońce. Leniwie też sączą proseczo i "rozmawiają" komentarzami ze swoimi  560 przyjaciółmi.

Patrzymy na to życie i jest nam tak okropnie przykro, że nasze tak nie wygląda. My przyjaciół poznajemy na ogół w biedzie, pijemy Lecha z puszki, a jakiś skurwiel znowu zarysował nam auto na parkingu centrum handlowego Arkadia.

Wstajemy rano i sięgamy po telefon. Scrolujemy algorytmicznie prezentowane treści, by jak zawsze być z tym wszystkim na bieżąco. Pokazujemy sobie wzajemnie śmieszne gify, przesyłamy memy (hahaha, tak - widziałam rano! hahahaha). Klikamy like, albo nie klikamy. Okazujemy swoje emocje (z ang. "facebook reactions"). 

Do wyboru jest kilka - zawsze to lepiej, bo kafeteria emocji sprawia, że nie musisz się zastanawiać co w zasadzie czujesz, klikasz i już (Chociaż ostatnio zlikwidowali tęczę, a była tak bardzo nieoczywista, że pasowała do wszystkiego, co tylko niezwiązane z PISem).

Siedzę i próbuje być w kontakcie z emocjami (to dosyć modne ostatnio określenie). A jedyne co przychodzi mi do głowy to 



Wrr. Onomatopeja. Taka jak argh czy aaaaarrrrrrrrr. Prosta i łatwa w obsłudze złość. 

Złość jest łatwa, złość jest twarda, złość nie upokarza tak jak smutek i związane z nim łzy. Złość tłumi inne emocje i sprawia, że możesz funkcjonować. Wstajesz zły i zasypiasz zły. Ale wstajesz.

Patrzę na życie w sieci, które dzień w dzień żmudnie scrolujemy i nie potrafimy przestać. Widzę w nim całą masę tłumiących emocji, podobnych złości. Wszyscy jesteśmy tak bardzo szczęśliwi, tak bardzo z żurnala i tak bardzo przepuszczeni przez instagramowe filtry, że aż się rzygać chce. 

To taka bulimia online. Konsumujesz i konsumujesz treści innych, wymiotujesz i znowu pochłaniasz. Sam nie wiesz już co jest prawdziwe, a co nie. Czy Ty jesteś prawdziwy, czy tak samo wykreowany. 

Myślisz sobie - chciałbym mieć takie życie, tylu przyjaciół, pływać na łejkbordzie, czekać na opóźniony lot do Paryża, czy zaręczyć się na szczycie Kasprowego Wierchu. Zasypiasz więc smutny i smutny wstajesz, bo gdzieś tam się toczy prawdziwe życie, a Twój telefon ma słabe piksele w aparacie. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz