Rozstania są trudne. A my nie potrafimy się rozstawać. Czy to z żywymi, czy z umarłymi.
Dzisiaj kolega z pracy przytulił mnie na korytarzu i pocałowal w policzek. Parę dni temu powiedział mi że mnie podziwia, bo jestem silna. Zarechotałam w środku.
Myslalam ze jestem silna. A wcale nie jestem. Jestem jednym wielkim placzem. Jednym wielkim gorzkim żalem.
Jestem Anne Hethaway, nędznikami, którzy śnili swój sen o tym, że szczęśliwym się jest, a nie bywa.
Jestem w tym wszystkim tak bardzo konwencjonalna. Jak scenariusz tasiemca, jak pamiętnik nastolatki, jak wzorzec sevres.
Pewnie dlatego tak bardzo lubię patrzeć na obrazy Hoppera. Wszyscy są na nich tak bardzo samotni, przez co tak bardzo prawdziwi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz