niedziela, 28 listopada 2010

albo żona albo cebula

Miłość jest
wszystkim, co istnieje -
To wszystko, co o niej wiemy;
Wystarczy - ciężar wozu musi
Stosowny być do kolein
  Emilly Dickinson

"Człowiek jest sobą i nie da się zmienić na życzenie drugiej strony. Ludzie rozwodzą się więc. Nie dają sobie czasu, żeby się dopasować, zachowując swoja indywidualność. Są różnice. On nie znosi cebuli, więc przestałam ją jeść. Jeżeli mam wybierać między cebulą a mężem, to wybieram męża. Rożne takie detaliczne ustępstwa są"
Czytając wywiad z profesor Ziębą, pomyślałam właśnie o tej nieszczęsnej cebuli. Ja też ją lubię i ja też przestaje często ją jeść, aby nie psuć "atmosfery" między mną a drugą osobą. Guess what? Właśnie jem kanapkę. Z cebulą.

Czy bycie samemu to jedzenie kanapki z cebulą? Bo nie musisz już być idealna, możesz zjeść tą głupią cebulę i dyszeć nią przez kolejne kilka godzin. Moja starsza siostra, przyjechawszy niedawno na weekend na Tarchomin, zabrała się przy śniadaniu za kanapkę z cebulą, ciesząc się jak dziecko, że jej mąż zobaczy ją dopiero jutro, więc może sobie "pofolgować".  To zabawne, ale ta zwyczajna cebula symbolizuje tak wiele rzeczy, które robimy będąc w związku.

Bycie z kimś to cholernie trudna sprawa.  Podobno okres największej ekscytacji seksualnej dlatego właśnie przypada na pierwszy rok związku, aby dwie osoby nie pozabijały się w międzyczasie ze względu na różnice charakterów i przyzwyczajeń.

Podobno miłość się sprawdza, gdy wymiotujesz na czyichś oczach, kiedy widzisz kogoś w nieestetycznych sytuacjach. To prawda. Nierealistyczne jest przecież założenie, że obiekt naszych westchnień obudzi się rano z nienaganną fryzurą , świeży niczym morska bryza Kostaryki.

Szalenie trudno jest być z kimś i jednocześnie zachować indywidualizm.Trudno jest pozwolić partnerowi na bycie tym kim chce być - bez żadnych upiększeń. Małżeństwo rodzi w ludziach poczucie własności, zamiast być sztuką wspólnego bycia - mimo wad i irytujących przyzwyczajeń.

Pani profesor twierdzi, że podstawą dobrego związku jest szacunek dla cudzej niezależności. Ale to jest chyba coś czego uczymy się dopiero po długim czasie - często nawet za późno. No bo spróbuj powiedzieć komuś, że potrzebujesz pobyć sam i nie masz ochoty na jego towarzystwo - poczuje się urażony i odbierze Twój komunikat jako niemalże początek końca - związkowy Armagedon. Sama taki kiedyś odbierałam tego typu sytuacje.

A prawda jest taka, że nie da się stworzyć związku bez przestrzeni między dwojgiem ludzi. Trzeba mieć własną pasję, zainteresowania i zajęcia, którymi druga strona nie tylko nie musi, ale wręcz nie powinna się interesować. Każdy powinien mieć w życiu coś swojego, coś w co będzie mógł czasem dokonać swojej małej emocjonalnej ucieczki. Idealny związek to nie idealne dopasowanie. Ja lubię pisać - więc musisz pisać i Ty?. Ty lubisz stare kino francuskie, to i ja muszę je uwielbiać? Nie. Nic nie musisz. Dobrze ze jesteś,. że razem zasypiamy i razem się budzimy. Możemy przecież iść w rożne strony za dnia, ale grunt, że w końcu spotykamy się w nocy. 

Ciężar wozu musi być stosowny do kolein. Ani trochę więcej, ani trochę mniej. Tyle naprawdę wystarczy.




.

piątek, 26 listopada 2010

pozwólmy wilkowi zjeść babcię



Ciskam cię i łuję,
mdolę, tłamszę
i duszę,
całuję Cię aktualnie i dyskursywnie,
całuje w metafizyczny pempek,
całuję bez cienia erotyzmu,
całuje najserdeczniej na świecie
i poza światem.
Całuję Cię, gdzie chcesz,
psiakrew

Przechodząć koło przystanku, zobaczyłam umieszczony na szybie kiosku egzemplarz Wysokich Obcasów (wydanych w formie miesięcznika). Moją uwagę przykuły dwa tytuły: "Dlaczego dajesz się zaciągnąć do łóżka" oraz "Witkacy, oszalej i wyjdź za mnie". Dokonałam impulsywnego zakupu.

Zaciekawiła mnie szczególnie część o kobiecych emocjach, którymi według autorów pewnej książki da się sterować, wykorzystując troche wiedzy z zakresu programowania neurolingwistycznego. Budzi to oczywisty sprzeciw nie tylko psychologów, ale i każdej kobiety, szczególnie gdy czyta zdania w stylu " Kiedy kobieta się  martwi, że może cię utracić, twoja wartość w jej oczach rośnie".

Baaaaardzo ciekawy artykuł, szczególnie z perspektywy behawioralnej.

Witkacy...taaaak. To był gość. Nigdy chyba nie pozbędę się słabości do niego. Nie ze wzgledu na to że świetnie malował, nie dlatego, że fantastycznie pisał...ale dlatego, że poza tym wszystkim był jedną wielką dupą wołową, czego wcale nie ukrywał. Bo kochał, mimo że głosił, iż "kurważ musi być zwiększony. Kurwa co tydzień, jak Flaubert". A przede wszystkim dlatego, że był szczery. Nikt z nas nie lubi dzielić się ze światem swoim słabościami, lękami, czy upokarzającymi epizodami. Witkacy nie miał z tym problemu. Najmniejszego. Czasami aż do granicy absurdu.  

Jadąc autobusem pomyślałam, że to cholernie niesprawiedliwe, że wszyscy wokół mówią nam, że szczerość jest najważniejsza. Już mówiąc to zdanie, nie mówią prawdy. Szczerośc jest ważna, ale tylko taka szczerość, która odpowiada innym. Szczerość słodka.

Mam straszną cerę! Tak kochanie, wygląda okropnie - musisz coś z tym zrobić, wyglada strasznie...tzn nie zmienia to moich uczuć do Ciebie, ale te syfy są naprawdę straszne. Jest szczerość. Nie trudno domyśleć się reakcji drugiej strony.

To banalny przykład, ale takich sytuacji jest dużo więcej. Jeśliby przeanalizować każdy dzień naszego życia, to prawdopodobnie nie znalazło by się ani jednego, kiedy to nie posuneliśmy sie do jakiegoś małego lub dużego kłamstwa. Prawda jest taka, że gdybysmy byli 100% szczerzy wobec ludzi wokół nas, nikogo by koło nas nie było.

Jaki jest koń - każdy widzi. Nikt nie mówi.

A w bajkach dobro zwycięża nad złem, w filmach romantycznych miłość zawsze tryumfuje, a intryga zostaje rychło zdemaskowana.

A ja się zastanawiam, po kiego wała wymaga się od nas szczerości, skoro od dziecka karmi się nas kłamstwami? Po takich lekturach czekamy na happy ending, a on nie przychodzi. Nie ma romantycznego rzucania się sobie w ramiona na szczycie Emipre State Building, czy ratunku z pożaru w ostatniej chwili. Jest za to prawda - otaczająca Nas rzeczywistość. Ale rzeczywistośc nie taka, jakiej oczekiwaliśmy.

Kot nie zawsze spada na cztery łapy, wiesz? A leku na całe zło też nie ma i nie będzie.

Pozwólmy więc do jasnej cholery zjeść wilkowi babcię. Dla naszego własnego dobra. Szczerze.