<b>Dygresja początkowa, będąca wstępem, ale tylko
pozornie</b> Jakoś mnie te wszystkie śmierci ostatnio zamiatają. Znowu spodziewam
się, że tyle rzeczy się wydarzy, mimo że statystycznie, szanse na to są
naprawdę małe. Boję się bezsilności i tego, że kiedyś (i to wcale nie w bardzo
odległej galaktyce) obudzę się w innej rzeczywistości. Rzeczywistości, w której
te wszystkie wykonywane przeze mnie czynności, będą się działy niczym na drodze
stąd do wieczności.
Czytałam ostatnio o dorastaniu. Zawsze
mi się wydawało, że dorastanie nieuchronnie wiąże się z dojrzewaniem. Z każdym mijającym rokiem,
niczym owoc zmieniamy kolor i miękkość.
Tymczasem chyba wszystko jest jakby odwrotnie.
Dorastanie, nie ma z dojrzewaniem często nic wspólnego. Zamiast mięknąć, robimy
się coraz twardsi, a przez to coraz mniej zainteresowani i coraz bardziej samotni.
Spadamy z drzewa i rozbijamy się o twarde podłoże, ignorancję i kolejną
podwyżkę biletów komunikacji miejskiej.
Podobno znając jedynie 5000 słów w języku obcym, jesteśmy
w stanie się z każdym native speakerem dogadać. Na lekcjach angielskiego
spotykałam wielu ludzi, którzy perfekcyjnie wypełniali testy gramatyczne i bez
wysiłku lawirowali pomiędzy past perfect a past perfect continuous i którzy
niejednokrotnie znali słów 10, 15 czy 20 tysięcy. Kiedy jednak stawali oko w
oko z obcokrajowcem – nie byli w stanie się porozumieć. Trudność sprawiał im
akcent, szybkość wypowiadanych słów, potoczność mowy i kontekst.
Masłowska zauważa, że naszą
mową ojczystą jest dziś Google
Translator – tłumacz dosłowny, którego zasób słów jest niezmierzony, a
który kontekstu nigdy nie wyłapie.
Czytając to zdanie, pomyślałam sobie, że nie jest ważne ile znasz
słów, i jak podczas swoich zabaw z ludźmi, nimi żonglujesz. Ważne jest to, czy
rozumiesz ich znaczenie.