Schodzę dziś na dół w pełnym rynsztunku. Zasiadam dumnie za kierownicą Stefana. Wiatr rozwiewa mi włosy, przechodnie uśmiechają się przyjaźnie. Straż miejska patrzy dziwnym, acz niegroźnym wzrokiem. Chcąc zmienić pas, spoglądam w lusterko. Nic nie widzę. A czemuż to - pomyślałam? Niedomyłam? Oczęta zmęczone?
Nie.
Lusterka zajebali.
Koniec bajki, smutno mi Boże.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz