czwartek, 5 stycznia 2012

androidy, motyle, burżua

Ciekawe czy androidy śnią o elektrycznych owcach... Od kilku dni chodzi mi po głowie pytanie Dicka. Liczę te owce od pierwszej do siódmej trzydzieści. Noc w noc.

I mimo, że są one nieco elektryczne, to androidem nie jestem. Nie jestem też terapią, czy receptą do wykupienia w aptece całodobowej.

- To, oraz dwa ibupromy poproszę!
- Ładny dziś mamy dzień.
- Nawzajem.
- Dziękuję.

Ciekawe, czy kiedy motyle się zakochują, to czują w brzuchu ludzi? Nad tym zastanawiam się już od dawna, bo to taki liryczno-fantastyczny koncept. W dodatku dosyć sprawiedliwy. My je, one nas.

Taka dygresja.

Miałam dziś okazję brać udział w produkcji filmu metodą poklatkową- coś jak her morning elegance. Cztery sekundy filmu, to jakieś 8 godzin pracy. Pomyślałam sobie w trakcie, że tak wygląda większość naszego życia. Trzeba się nieźle upieprzyć, dla czterech sekund przyjemności.

Na szczęście, jest jeszcze nocne jajko na miękko, które zawsze wychodzi mi na twardo. Choć psuje i mi i Tobie wymarzony koncept spożycia, to jednak niesie z sobą dyskretny urok burżuazji.


2 komentarze:

  1. <3 ostatni akapit!
    oraz, czy owce sprawiedliwie śnią o androidach skaczących/ruchających przez płotki/płot?

    OdpowiedzUsuń
  2. potraktuje to jako pytanie retoryczne.

    OdpowiedzUsuń