Diane Arbus stwierdziła, że kiedy widzimy kogoś na ulicy, to dostrzegamy przede wszystkim jakąś skazę. Przemyśliwałam sobie o tym, kiedy spacerowałam w śnieżnej zamieci i spoglądałam na mijających mnie ludzi. Widziałam zmęczone twarze osób, które walczą z pogodą za pomocą mimiki. Mrużąc oczy, starają się nie zmoknąć, a spinając policzki nieuchronnie myślą o swoich fryzurach, które już nigdy nie będą takie same.
Ktoś mi ostatnio powiedział, że jednostki piękne zewnętrznie, są często piękne i wewnątrz. Długo się nad tym zastanawiałam i chyba rzadko zwracam uwagę na ludzi jako takich. Maszeruje z głową spuszczoną w dól, jakbym szukała drobnych. Rozmieniam się na nie. Nie patrzę w oczy od razu - a dopiero wtedy, kiedy poczuje się bezpiecznie. Ale czasem i to za mało.
Nie wiem jacy naprawdę są ludzie wokół mnie. Wiem jedynie, że i wewnątrz i na zewnątrz pełni są sprzeczności. Jestem i ja - która za wcześnie opowiadam puenty filmów.
Nie wiem jacy naprawdę są ludzie wokół mnie. Wiem jedynie, że i wewnątrz i na zewnątrz pełni są sprzeczności. Jestem i ja - która za wcześnie opowiadam puenty filmów.
Czytam Cząstki i chłonę każde zdanie. Wczuwam się trochę w postać Bruna, w jego nieporadność. Bo tak jak i narrator myślę, że czasami początki pięknej historii idą na marne z powodu różnych oczekiwań i niespełnionych nadziei. Udo Caroline Yessayan zostało obnażone -to fakt, ale czy rzeczywiście czułość poprzedza uwodzenie? Czy jest na to wszystko matematyczny wzór? Czy rzeczywiście love to chuj? A może byłaś serca biciem?
Kiedy o tym myślę, znowu analizuje paradoks Windy do nieba. Pieśń o wymuszonym związku i ślubie, z uporem maniaka grana jest na weselach jako symbol miłości i szczęścia. Za każdym razem pytam: hej, ale przecież to tak jakby nie pasuje! Nikt się tym jednak nie przejmuje. Dlaczego? Bo liczy się otoczka, liczy się, że wymieniony zostaje welon, suknia, obrączka oraz koń stukający kopytem. Prawdziwy sens nikogo już nie obchodzi. Tak jak to udo - które raz obnażone, musi przecież zostać zmacane.
Dzisiaj tak jakby w sekundę odebrano mi wyraz twarzy. Mam więc o jeden mniej. Odebrano mi też wzrost. Nagle mam metrdwadzieścia. I znowu nie patrzę więc w oczy.
Patrzę na swoje złote buty. Widzę siebie w Hotelu New Hampshire. Przechodzę pod otwartym oknem. Niosę pod pachą słoik grzybowej, magnesik na lodówkę i kalosze.
Kątem oka patrzę na tych, którym wszystko się udaje i podziwiam nagle ludzi, którzy nie myślą zbyt wiele.
Kiedy o tym myślę, znowu analizuje paradoks Windy do nieba. Pieśń o wymuszonym związku i ślubie, z uporem maniaka grana jest na weselach jako symbol miłości i szczęścia. Za każdym razem pytam: hej, ale przecież to tak jakby nie pasuje! Nikt się tym jednak nie przejmuje. Dlaczego? Bo liczy się otoczka, liczy się, że wymieniony zostaje welon, suknia, obrączka oraz koń stukający kopytem. Prawdziwy sens nikogo już nie obchodzi. Tak jak to udo - które raz obnażone, musi przecież zostać zmacane.
Dzisiaj tak jakby w sekundę odebrano mi wyraz twarzy. Mam więc o jeden mniej. Odebrano mi też wzrost. Nagle mam metrdwadzieścia. I znowu nie patrzę więc w oczy.
Patrzę na swoje złote buty. Widzę siebie w Hotelu New Hampshire. Przechodzę pod otwartym oknem. Niosę pod pachą słoik grzybowej, magnesik na lodówkę i kalosze.

smutek u Ciebie ma swoje zalety. bardzo ładnie o nim piszesz.
OdpowiedzUsuńmijaj zdrów.
z tego wynika, że dla mojego pisania jedyną drogą jest pozostawanie w stanie permanentnego smutku
OdpowiedzUsuńjeśli zamierzasz pisać tylko i wyłącznie o sobie, to tak
OdpowiedzUsuńtaki żarcik.
OdpowiedzUsuńha-ha :P
OdpowiedzUsuń