niedziela, 27 maja 2012

Przeraża mnie płytkość relacji - wczoraj się kochamy, dzisiaj się nie znamy. Możesz z kimś spędzić kilkanaście miesięcy swojego życia, po czym przechodzisz na drugą stronę ulicy, udając że go nie widzisz. 

Bardzo łatwo jest oceniać innych ludzi. I jak to ktoś pięknie powiedział - każdy jest zdolny do popełnienia zbrodni namiętności. I chociaż nie ma takich, którzy mogli by więc rzucić kamień bez winy,  niezwykle łatwo odnaleźć się w roli stróża moralności. Tego co dobre i tego co złe.

Wszyscy czegoś pragniemy. Czasami jesteśmy gotowi iść po trupach by to zdobyć. Ktoś daje komuś dobre rady, bynajmniej nie mając na celu jego dobro. Ktoś inny mówi jedno, robi drugie. Gdzieś tam jest ktoś kto bardzo chce, by wszystko było tak jak kiedyś, a jeszcze ktoś potrzebuje odrobiny emocji, być wreszcie coś się działo.

Mam czasami wrażenie, że poruszamy się w przestrzeni pomiędzy  syndromem odrzucenia, a przysłowiowym-  na złość tacie nasram w gacie.

I jak się to wszystko kończy? Kilkoma tatuażami? Straconymi "przyjaźniami"? A może kolejnym kacem w niedzielny poranek?

Nie zdarzyło mi się nigdy zranić kogoś z premedytacją. Bez niej natomiast - owszem. Wszystko to wynika z bardzo prostego powodu. Ten, kto wie dokładnie czego chce, zwyciężyłby w każdym teleturnieju. Tymczasem najczęściej wiemy czego chcemy dopiero wtedy, kiedy nie możemy już tego mieć. 

I chyba minął ten czas, gdy można było świat pojmować w kategoriach czarne-białe, bo paradoksalnie najmniej szczerości występuje pomiędzy osobami, które są sobie najbliższe. Nie jest to więc chyba kwestia złych intencji, tylko swego rodzaju niezrozumienia. Najtrudniej przecież ujrzeć coś więcej niż czubek własnego nosa.

Wszyscy chcemy być na swój sposób szczęśliwi. Niewielu się udaje na dłużej niż na mgnienie oka (statystyczne dwa lata). Popadamy więc w te same schematy- dzięki zbliżonym wyborom. Tańczymy chocholi taniec w rytmie disco.

Dla urozmaicenia tylko, łapiemy coraz to różne ręce. 



1 komentarz:

  1. nikt nie chce cierpieć. nikt. wszyscy lubimy jeść słodko i tłusto. taką mamy naturę..
    a że od tego się ginie? tyje? zamienia się w makabrę?
    nie szkodzi..zasypiamy na chwilkę, wpadamy w małą drzemeczkę..aby znów po przebudzeniu sięgnąć po snickersa. choć to miał być ostatni raz..ostatni raz..ostatni!
    możesz iść na pustynię i kopać rów za rowem w poszukiwaniu wody..której przecież potrzebujesz do życia..(podobnie jest chyba z miłością, nie wiem..)
    możesz na tej samej pustyni siedzieć w miejscu i kopać jeden rów..głęboko..długo..w nadziei, że w ten sposób znajdziesz..
    możesz w końcu nie szukać, wypić isostar i biec dalej. możesz..nic nie musisz.

    połączyć się z kimś tak naprawdę, do szpiku, dla wielu z nas znaczy stracić siebie.
    lgniemy a potem wierzgamy.
    kochamy dopóki nam odpowiada lustro..dopóki cząsteczki skaczą. potem wyprawiamy króciutki, rytualny pogrzebik, więcej wtedy piszemy, więcej się snujemy..jest smutno, ale jakże lekko..jakże lekko..
    i tak w kółko, w kółko..na rondzie w lewo..
    czekamy na kolejne zielone..

    OdpowiedzUsuń