Podobno ludzie mają pseudonimy po to, aby rozłożyć na nie swój nadmiar bycia. Mam ich wiele – od Knixa, po Mrocznego Bałwana (sic!). Swój nadmiar rozkładam czasami na Trogloerudytę. I jak każdy człowiek potrzebuje czasami czegoś na kształt cezury - niczym dieta "od poniedziałku".
Chciałabym zacząć od początku. Nie od „tabula rasa” – bo to już nigdy nie będzie możliwe. Ale od nowego akapitu – pamiętając, że kilka stron jest już zapisanych. Korzystając z tego, co na tych stronnicach się znajduje. Popularnie nazywa się to „uczeniem się na błędach”, z czego zawsze miałam dwa z minusemJ Popełniam błędy i to się nie zmienia. Można jednak nauczyć się z tym żyć. Z czasem udaje się w końcu popełniać nowe. Bo w każdym z nas jest pewna nieprzekraczalna granica, do której w końcu docieramy, mimo że przez dłuższy czas rozciągamy przestrzeń pomiędzy tym co akceptujemy, a co nie.
Zmieniło się moje postrzeganie świata. Nie umiem już spacerować z nosem przy ziemi - co kiedyś przysparzało mi dodatkowej gotówki w kieszeni. Idąc, obserwuje okolice, dostrzegam rzeczy, których nigdy wcześniej nie dostrzegałam, zatrzymuje się i czytam napisy, przy których wcześniej bym się nie zatrzymała. Zrobienie zwykłego zdjęcia, sprawia mi radość.
State of emergency,
Is where I want to be









