Naprawdę nie wiem dlaczego, ale ta piosenka zawsze wprowadza mnie w dobry nastrój.
A Marek Aureliusz (dziękuje Ci, szmato z E&Y) naprawdę mądrze rozmyśla. Mówi na przykład, że nie należy gniewać się na bieg wypadków, bo to ich nic nie obchodzi. Proste.
Teoria sześciu kroków zakłada, iż od każdej osoby na świecie dzieli nas jedynie sześć innych osób – sześć podań dłoni. Mam wrażenie, że w tym małym wielkim mieście „sześć” to gruba przesada. Ameryki nie odkrywam, wiem. Ale stało się to ostatnio coraz bardziej przytłaczające. I smutne jest to, że chociaż się przecież nie znamy, to się „znamy”.
Znasz moje imię, ale przecież nie znasz historii. Wiesz co zrobiłam, ale nie wiesz dlaczego.
Być może gdzieś tam - 200 metrów od miejsca w którym jestem, lub 50 tys. kilometrów stąd, siedzi ktoś, kto jest do mnie podobny. Ktoś, kto tak jak ja myśli sobie teraz, że to i tamto. Dzisiaj – w jednym z wielu dni na ziemi.
Powstawszy pewnego piątku z łóżka pomyślałam, że pora czasami zachować się spontanicznie i odrzucając na bok podomkę w kwiatki, jęłam rozplątywać wałki z włosów. Pakowanie klamotów zajęło mi jedynie pięć minut (aczkolwiek zapomniałam prawie wszystkiego), dlatego też długo jeszcze nie byłam w stanie zrozumieć, czemu do pracy spóźniłam się trzydzieści. Ale mniejsza o większość!
Już dziesięć godzin później, siedziałam w pociągu relacji Warszawa-Zaczarowane Miasto, rozkładając wygodnie nogi w przedziale klasy dla ludzi majętnych i kontemplując panującą w nim pustkę. Pięć lat- pomyślałam pełna zadumy, pochylając się nad kolejną kartką magazynu "W drodze".
Pierwszy szok, w postaci informacji o zamknięciu Kina Polana, przeżyłam już w taksówce. Kolejne - miały dopiero nadejść. Miasto, które przez jakiś czas było moim drugim domem, uległo ogromnej przemianie, a w zasadzie nic się nie zmieniło.
No ale bez filozofowania. Przejdźmy do najciekawszych aspektów owego wieczoru, a mianowicie dubstepu, Julii oraz marzenia każdego pedofila! A było to właśnie tak:
Julia - lat tyle ile mają licealistki w ostatniej klasie (czyli zdaje się 18?) to prawdziwa królowa parkietu i mistrzyni dubstepu, która akurat tamtego wieczoru zdawała się porażać wszystkich swoją energią, polotem i klasą. I tak się oto stało, że Julia spodobała się goszczącemu mnie rycerzowi! Cóż za piękna historia, czyż nie?
Nie minęła chwila, kiedy po krótkiej pogawędce przy podłodze parkietu, zgodziła się towarzyszyć mi, w celu poznania szlachcica i jego rumaka. Zachwycona faktem, iż jak ten powiatowy Kupidyn połączyłam tych dwoje, udałam się chyżo na podest, by nieśmiało obserwować poczynania stworzonych dla siebie młodych ludzi.
Julia okazała się być wygadaną dziewczyną. Już po trzech minutach odsłoniła przed rycerzem meandry swoich problemów z depresją, chłopakiem, który rzucił ją dla lesbijki (nie wiem co prawda czy to możliwe) oraz patologicznej rodziny (mówiąc to, wypiła swoje piwo w cztery minuty, dwadzieścia pięć sekund). Pech chciał, że po licznych wyznaniach tego wieczora, biedaczka straciła kontakt z rzeczywistością szybciej, niż wszyscyśmy się spodziewali. No i niestety, nastąpiło to zanim rycerz poprosił ją o numer telefonu.
Nic to! - pomyślałam, idąc śladami nadobniej Julii do toalety zacnego przybytku. Poproszę o numer sama, bo przecież panom wstęp wzbroniony. Myjąc ręce po raz ósmy, już prawie straciłam nadzieje na sukces. W tym samym momencie otwarły się wrota toalety, gdzie ujrzałam bonite Julię jak przytulała się do umiejscowionej w środku toalety. I tak oto potwierdziła się moja teoria o tym, iż budzimy się szlachcicami, a zasypiamy plebsem. Ehh.
Smutek! Wielki smutek, który ukoić mogła jedynie kolejna partyjka FIFY2011 i napoje chłodzące.
Poranek pokazał nam miasto z zupełnie innej perspektywy.
Poranek:
Inna perspektywa:
Chociaż równie kuszące było oczywiście marzenie każdego pedofila (największe w mieście):
Tak, to jest moja ulubiona piosenka od zawsze i na zawsze. Dobranoc.
środa, 2 listopada 2011
Czasami całkiem niespodziewanie dzieje się tak, że ktoś coś gubi, a ktoś znajduje. Że ktoś opuszcza kogoś po to, by być z kimś innym. Raz gubisz Ty, a raz znajdujesz to, co zgubił ktoś. Czasem sam się gubisz po to, aby ktoś mógł cię odnaleźć i zabrać za rękę do domu.
I tak oto znalazłam zgubionego Edwarda. Leżało toto brudne i pomięte w liściach w parku.
Z początku bałam się podejść, bo przecież nigdy nie wiadomo. Nie wiedzieliśmy o sobie nic. Każdy miał za sobą historię, o której nie chciał opowiadać. Bałam się zabrać go z sobą, a on bał się ze mną pójść.
Edward z początku zgrywał twardziela. Pokazywał, że mu nie zależy. Jak chce, to możemy spacerować po parku, albo nie, bo jest mu w sumie wszystko jedno. Jedno wielkie whatever. Przecież wiadomo jak to się skończy. Będzie miło, bedzie fajnie, ale suma sumarum i tak będzie tak samo - inny tylko park i poziom wymięcia.
Paląc papierosa za papierosem opowiadał mi o rzeczach pozornie bez znaczenia. Dla mnie jednakże była to bardzo ciekawa historia. Zaciągając się cieniutkim galuasem i popijając ciepłe wino z termosu, słuchałam z nieudawanym zaciekawieniem historii o niebieskim niebie gdzieś na południu Polski i tych krótkich chwilach szczęścia wydzieranych raz po raz wtedy, kiedy myślał, że to po raz ostatni.
Czy wiesz jak to jest, kiedy ręce same układają się do lotu? - spytał znienacka, podczas dyskusji o tym i o tamtym. Chciałam powiedzieć, ze wiem. Ale zamilkłam za wczasu, bo to przecież nie było pytanie, na które udziela się odpowiedzi tak po prostu.
Wino najwyraźniej zaczęło działać i na mnie i na niego, bo już po chwili uczyniliśmy atmosferę nieco mniej zobowiązującą. Udało się nawet przekąsić to i owo...
A nawet i zdrzemnąć na chwilę, korzystając z uroków złotej polskiej jesieni.
I tak oto, postanowiliśmy, że razem pójdziemy dalej. Oczywiście rozejść możemy się w każdej chwili, co Edward powtórzył razy naście, patrząc z podełba na moją roześmianą facjatę i szurając jednocześnie od niechcenia łapką w liściach.
Lubię jesień - pomyślałam. On chyba pomyślał to samo, bo już po chwili sklecił z listków niezdarny bukiecik, który wręczył mi bez celebry, śmiejąc się z mojego zaskoczenia i pewnej takiej nieśmiałości rodem z reklamy kobiecych akcesoriów.
Ekhm! Jedziemy!
I tak oto niespodzianie, minął nam dzień cały jak minuta, a ja zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy kiedy ktoś się gubi, to właśnie po to, aby go znaleźć? Czy też wręcz przeciwnie - gubi się właśnie po to, aby go więcej nie odnaleziono? No i w ogóle, czy to on się zgubił, a ja go znalazłam, a może tylko mi się wydaje i ja sama jestem ta zgubiona?
Nie wiem. I czy to ważne? :) Idziemy, nie biegniemy.