Teoria sześciu kroków zakłada, iż od każdej osoby na świecie dzieli nas jedynie sześć innych osób – sześć podań dłoni. Mam wrażenie, że w tym małym wielkim mieście „sześć” to gruba przesada. Ameryki nie odkrywam, wiem. Ale stało się to ostatnio coraz bardziej przytłaczające. I smutne jest to, że chociaż się przecież nie znamy, to się „znamy”.
Znasz moje imię, ale przecież nie znasz historii. Wiesz co zrobiłam, ale nie wiesz dlaczego.
Być może gdzieś tam - 200 metrów od miejsca w którym jestem, lub 50 tys. kilometrów stąd, siedzi ktoś, kto jest do mnie podobny. Ktoś, kto tak jak ja myśli sobie teraz, że to i tamto. Dzisiaj – w jednym z wielu dni na ziemi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz