środa, 19 czerwca 2013

W Polsce o porządek dba Małgorzata Rozenek




Dzwoni do mnie Malwa i proponując spotkanie mówi, że chyba już nie spotykam się z ludźmi, którzy mają dzieci. 

Dzieci... dzieci.....dzieci?! Myślę naprędce – urodziła? Tymczasem mały Franek ma 1,5 roku…Ekhm.

Czas przecieka mi między palcami, a ten wolny pędzi obok mnie niczym Pendolino. Próbuję go złapać jak najwięcej, co przeważnie kończy się mniej więcej tak:



Nie mam czasu, by napisać o tym wszystkim co roi się w mojej głowie.  Na przykład o tym, jak zawieszam się w lotniskowej skmce i w  slow motion obserwuje otoczenie bardziej jako kolory, niż kształty. 

W głowie mam jakby konkluzję, że w tym kraju niewiele się zmieni, jeśli same kobiety nie mają nic przeciw umieszczaniu w pakiecie startowym "biegu kobiet", opakowania pronto do kurzu..

Parady równości donikąd nas nie doprowadzą, jeśli będą jedynie niedzielnym spacerem zblazowanych ludzi, których teoretycznie łączy ta sama idea, a praktycznie nie łączy w zasadzie nic. Dziewczęta na lewo, panowie na prawo. Płcie "wątpliwe" niech się rozdwoją. Trochę to wszystko słabe. 

Na Siennej unoszą się dźwięki gospel (niedziele) i allah akbar (poniedziałki i środy do 23). Jest też sklep wędkarski, w którym panowie kręcą jakieś lody, bo po wędki jakoś nikt nie przychodzi. Okolica pełna jest dyszących spadającym tynkiem kamienic, a na jednej z nich pojawia się napis "I'm sorry", który bezwiednie przywodzi mi na myśl peszkową frazę "Sorry Polsko!". 

No bo sorry Polsko, sorry! Rewolucje odbywają się tu tylko w kuchni, a o porządek dba rozciągnięta w uśmiechu, jak gumka od majtek, Perfekcyjna Pani Domu..

I wszędzie te cholerne komary.







wtorek, 21 maja 2013

Ten moment

Ten moment, kiedy ćwicząc na siłowni odkrywasz, że trud ćwiczeń może się opłacić już w trakcie ich wykonywania..

Udało mi się w końcu polubić bieganie . Nawet to poranne nie jest takie złe. Nie myślałam jednak, że polubię ćwiczenia na przedziwnych atlasach – do momentu, kiedy wyciskając z siebie siódme poty na maszynie, której nie umiem do końca opisać, poczułam, że jest to przyjemne.. I to nawet bardzo. 

Wynagradza mi to nawet trzydniowy  tygodniowy ból mięśni, o których istnieniu nie miałam dotąd pojęcia.
Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji - wersja hard.

Ten moment, kiedy Twój kot chowa się do walizki i milczy jak grób....

Poczułam się dzisiaj troszkę jak matka, która traci swoje dziecko. A zdarzyło się to podczas niewinnej gry z Tytusem w chowanego – o której ja co prawda nie wiedziałam, że się odbywa, a Tytus nie widział pewnie, że zapłakana szukam go na podwórku, w bloku i w piwnicy.

W piżamie.  

Na bosaka.

Z rozwichrzonym włosem!

Była sobie kiedyś taka staruszka z Terespola, która co wieczór wychodziła przed swój drewniany domek i krzyczała na pełen regulator: „Misiaaaaaaa, Peeeelaaaaa”. Ja krzyczałam dziś „Tytuuuuuuuuuuuuus, Tytuuuuuus” i zdaje się, że nie różnimy się tak bardzo od tych, których mamy za wariatów.

Generalnie, spędzamy chyba zbyt dużo czasu na analizowaniu tego, co robią Inni. O czym Inni myślą. Co Inni czują. Jacy Inni są biedni. I jak Innym można pomóc. Słynny szanson porzuconych, brzmi mi dzisiaj jak wołanie pani Mirki -  „Noooooooooooooooooothing  compaaaaaaaaares toooooo yooou, nooooothing coooompareeees toooo yoooouu”.

W domu Pani Mirki nie było już nigdy więcej miejsca dla zwierząt. Całą przestrzeń wypełniał jej żal i tęsknota za tymi, które już nigdy nie wrócą.

Życie pełne jest momentów, dlatego też tytułem podsumowania, prezentuje:

Ten moment, kiedy bujasz się radośnie na ławce i spadasz...



poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Każdy Romeo musi kiedyś umrzeć

Moja grupa liczy 8 osób. Spotykam się z grupą każdego tygodnia i spędzam z nią aż 150 minut. Czas ten mija zadziwiająco szybko.  Grupa jest trochę po to, aby pokazać mi, że punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. I że łatwo jest być sędzią w cudzej sprawie.

Coraz częściej udaje mi się odnaleźć analogię pomiędzy własnym postępowaniem, a  całą resztą otaczających mnie zachowań. Kali ukraść krowę, a potem Kalemu ukraść. I co? I dupa. Nie jest łatwo przyznać przed samym sobą, że coś zrobiło się źle. Że z premedytacją dmuchamy czasem balony swojego  ego, nie bacząc komu wystawią za to rachunek. Czasem przecież, ktoś aż sam się o to prosi. Czasem masz ochotę odegrać się na kimś za tamto i owamto. 

Tymczasem co, jeśli któregoś dnia budzisz się i stwierdzasz, że nie jesteś już zły? Jest to przedziwny stan. Uczucie, które od wielu miesięcy towarzyszy ci w mniejszym lub większym stopniu - nagle znika. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że złość uświadamiasz sobie dopiero wtedy, gdy przestajesz się wściekać. Taki to trochę niemy bohater drugiego planu. Nie mówi wprost, tylko warczy.



czwartek, 18 kwietnia 2013

"Zawodnik" numer 13.874



Murakami twierdzi, iż biegnąc myśli o rzece i chmurach. Czasem myśli o niczym. Przez jego umysł przenika jakaś nostalgiczna cisza i tym podobne. Strasznie to romantyczne, wzniosłe i serce mi rośnie. 

Murakami to parszywy kłamca.

Kiedy biegnę, myślę przeważnie o tym, by już przestać. Sama sobie zadaje pytanie o to, kiedy to się w końcu skończy. Widząc nadbiegającą z naprzeciwka dziewczynę przyspieszam, prostuję się i przestaje na chwilę dyszeć. Gdy tylko się miniemy, wypluwam lewe płuco na chodnik i wlokę się dalej.

W niedzielę prawdopodobnie umrę. Będzie to naturalną konsekwencją ostatnich tygodni i pecha, który mnie prześladuje. Najwyraźniej tylko w "Oszukać przeznaczenie" to cholerstwo przeskakuje czasem na innych ludzi.

Całe liceum i studia podjeżdżałam pod Tamkę autobusem (bitch, please!), a teraz mam pod nią podbiec. Jezusie brodaty! Spraw, aby nie minęło mnie żadne dziecko, niepełnosprawny lub emeryt. 



czwartek, 21 marca 2013

Korpohamlet pręży muskuły oglądając Top Model

Jestem korpoludkiem. Typem osobowości numer 24 (nieuświadomiony) i 25 (ten świadomy). Chciałabym wierzyć, że jest to oznaczenie niepowtarzalne. 

Przeżywam dziś swoisty korpohamletyzm. Tyle, że zamiast wyżłobionej przez żywioły czaszki, trzymam w dłoni pomięty wizerunek króla Władysława..... Gdzież mi do Hamleta, który miał na głowie całą Danię? 

Biję się z myślami, podczas gdy pomocnik fryzjera szarpie mnie za włosy. Wyrwał mi ich chyba co najmniej połowę, podczas gdy ja z pokorą znoszę te zabiegi, przekonana, że tak być musi. Logika jest prosta - krzyczysz na swoich, bo miłość. Obcy mogą sobie szarpać.

Wszystko jakby stanęło na głowie. Idę na siłownię i czuje się co najmniej jak członek sekty. Biegnąc na bieżni, czytam napis o tym, że słabość jest we mnie i że mogę więcej. Przebierając się w szatni, patrzę na konsumujące czipsy dziewczęta i myślę o nich z wyższością. Jestem głodna, ale silna! Słabość jest we mnie! Mogę więcej! (Czy one kurważ, nie czytały tego napisu? Amatorki!)

Konklawe wybrało papieża i wszyscy o tym trąbią. Kościół upada, a świat się kończy, bo jest Obama i jest czarny. A my żyjemy w cywilizacji specyficznej i jej symbolem nie jest bynajmniej kotlet w bułce. Miała być makdonaldyzacja, a jest terroryzacja. Straszy nas wszystko i wszędzie.

Wiem, że stopa bezrobocia na koniec stycznia wyniosła 14,2%, a nie wiem, kto jest prezydentem, dajmy na to, Chile. Wszędzie matka małej Madzi, faszyści i GMO. W Hiszpanii kryzys, w kaszce szczury, a Europa się islamizuje.

Staram się wyjść naprzeciw strachowi i stawić mu czoło. Czytałam Diunę, więc wiem, że strach musi  przejść po mnie i przeze mnie. I kiedy już zasypiam, budzisz mnie Ty i Twoje paranoje. Jestem rycerzem, więc biorę to na klatę. Razem czuwamy do rana i razem walking dead.

Dziś spóźniłam się do pracy, bo obniżałam ci poprzeczkę śrubokrętem numer trzy. I już nie musisz prężyć przede mną muskułów, wystarczy, że ja robię to przed Tobą. A w ogóle mniejsza o to, bo ludzie i tak wiedzą, że co środę oglądamy Top Model.



czwartek, 21 lutego 2013

So show me where you fit




 



You’re on your own, in a world you’ve grown
Few more years to go,
Don’t let the hurdle fall
So be the girl you loved,
Be the girl you loved


W górach cisza jest specyficzna.  Jak wjedziesz już na sam szczyt i ruszasz w dół - jest taki moment, kiedy zaczyna otaczać cię jej absolutność. Oplata cię ciasnym kokonem i nie da porównać się z żadną inną ciszą - nawet z samotnością, która zawsze się z nią kojarzyła.  


Masz wtedy ochotę stanąć w miejscu i nigdy więcej nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Jesteś zdany sam na siebie.





sobota, 9 lutego 2013

Walę w tynki, robię remont

334 dni i 19 godzin to łącznie 48 2100 minut.
Minuta mija na przykład wtedy,
gdy przytulasz się do mnie i zasypiasz przy moim boku.

Minuta jest też wtedy,
gdy siadasz rano na łóżku i całujesz mnie na pożegnanie.
Głaszczesz mnie wtedy po głowie i mówisz „Kocham cię”
Myślisz, że tego nie rejestruje, bo śpię.
Ale ja zawsze wiem, kiedy zdarza się taki poranek, że tego nie robisz.
W takie dni, pierwszą po przebudzeniu myślą jest to, że nie było porannej minuty.

48 2100 minut to 289 26000 sekund.
Sekunda jest jak myśl, która nagle przychodzi ci do głowy.
Sekundy łączą się z sobą w grupach po 60
i tworzą długą minutę rozmyślania nad tym, że nie ma cię obok.

Codziennie nie ma cię przez 10 godzin = 600 minut = 36.000 sekund.
I chociaż jednostki czasu są niezmienne, mam czasami wrażenie, że
minuta bez Ciebie trwa dłużej, niż minuta spędzona obok.
Odzwierciedla to nawet prawo Balaniego, które długość minuty
uzależnia od tego, po której stronie drzwi toalety się znajdujesz.

Myślę więc, że długość minuty jest wprost proporcjonalna
do odległości między nami.

Tempus fugit, aeternitas manet.