Czwartek again.
Zostałam dzisiaj nagłówkiem z aszdziennika. 30latka obudziła się wypoczęta, bo usnęła w trakcie Belle Epoque.
Obudzilam się w sumie nad ranem, przekonana że zaspalam (rolety rzymskie osiągają swój cel, chociaż ja chyba wolę budzić się wraz ze swiatlem poranka za oknem).
Anyway, nie zaspalam. Wyciagnelam dłon w kierunku kota, kot ugryzl mnie w nią delikatnie - poczulam ze to nie senna maglina, a zaraz zadzwoni budzik. Zadzwonił zgodnie z planem.
Ubralam się jak trzeba i być moze osiagnelam swoj cel.
Wczoraj odwiedzilam moja Panią psycholog. Napisalam rano, wieczorem znalazla dla mnie termin. Pokonalam swoją slabosc, zaparkowalam na Saskiej Kepie rownolegle.
150 zł za 50 minut ciaglego plakania, to chyba prawie darmo?
Dlaczego się Pani wkurza, że Pani placze, Pani Ewelino?
To proste -odpowiadam. Kiedy placze, mam problem z mowieniem. A powinnam mowic.
Wydaje mi się ze wyplakalam caly zapas lez na ten tydzien. Dzisiaj juz nie mam ochoty plakac. Znaczy sie oplacalna inwestycja, wysokie ROI.
Dojechawszy do pracy, jestem working class hero. Wszystko robie harder, better, faster i stronger. Pewnie dlatego, że być moze.
Byc moze.
Pani Edyta zapytala mnie co moze dla mnie zrobic? Nic, Pani Edyto. Nic. Dlatego jak zwykle zaproponowala mi udzial w grupie terapeutycznej, ktora pomoze mi sprawdzic siebie w relacjach z innymi ludzmi.
Pomyslalam wtedy glosno, ze moim problemem nie sa relacje z ludzmi ogolem. Moim problemem są relacje, ktore bez sensu utrzymuje, nawet wtedy kiedy jest nam ze sobą nie po drodze. Wot, cala historia. Ale oczywiscie mozemy to omowic przez kolejne 148h spotkan.
