Widząc to zdjęcie już wiecie, że to nie żarty. Big bang theory może się schować. Seks w wielkim mieście to przy nas marna bajeczka dla dzieci ( tym bardziej, że w naszej wersji nie ma ani wielkiego miasta, ani tego drugiego, którego imienia nie wolno wymieniać).
A zaczęło się tak niewinnie...jak zawsze zresztą!
Aleksandra J - wieczny student z biletem na komunikację miejską "normalny". Obiecawszy mi niewinny spacer nad Wisłą, który wyobrażałam sobie tak:
...zareagowała oburzeniem, na niewinne pytanie, czy może dla odmiany napijemy się clabmejta?
Przyznaje, zabrakło mi sił na jałowe spory. Nie zastanawiając się więc długo, umożliwiłam Aleksandrze J przejście przez pierwsze cztery kroki, z metody 12-tu kroków ( pierwsze piwo, drugie, trzecie i czwarte). Wywołało to niekłamaną radość na twarzy wyżej wymienionej oraz standardowy juz napad małpiego rozumu w stylu "na Fina".
Zdjęć zbierania akrobatki z ziemi nie będę załączać, gdyż ( nie oszukujmy się) jestem przekupna :-)
Paulina Cz. - na mieście znana szerzej jako męska odpowiedź na Justina Biebera. Najczęściej ubiera się w cudze ubrania i potem narzeka, że są za krótkie lub za ciasne. Czerwoną bluzę nosi w celu ukrycia pojawiających się na jej twarzy rumieńców ( dlaczego się tam pojawiają, nie muszę chyba dodawać).
Wieczór planowała spędzić na szydełkowaniu w zaciszu domowym. I wszystko poszłoby po jej myśli, gdyby nie...
Marianna M. - dziewczyna bezdomna, niepraktykująca. Wydaje jej się, że ma prawdziwą bluzę adidasa, a kawę pija tylko z piwem. Dziewczyna wychowana w duchu wartości katolickich - wie co to dyscyplina i egzorcyzmy. Uwielbia mąkę Szymanowską i jedzenie z podłogi.
A to było tak..
Paulina Cz. zmierzała dziarskim krokiem do domu, w ręku prawym dzierżąc szydełko, a w lewym siatkę pełną włóczki. Tymczasem Marianna M. zmierzała do jednej ze swoich melin - tym razem na Pradze. Dziewczęta tak skutecznie się odprowadziły, że pierwsza zamiast w Mińsku, wylądowała w Otwocku, a druga zamiast na Wschodnim, ocknęła się na peronie 9 i 3/4, gdzie próbowała wmówić obsłudze, że ściana przed nią jest tylko iluzją.
Kiedy dwie ofiary losu dotarły do naszego szacownego grona - przyznaje, iż okazałam zawód związany z brakiem pokrowca na skuter, który Pau miała mi wyszydełkować. Marianna tymczasem opowiadała niestworzone historie o jednorożcach ( taaaaaaki był), bezdomnych oraz rowach.
Jaczewska nie wyglądała na przekonaną...
Ja tym bardziej..Dlatego pogroziłam Mariannie M. palcem ( nynynyny) i ruszyłam zdobywać pieczyste! Szef kuchnii długo opierał się przed przyrządzeniem zacnego posiłku sugerując, iż kuchnia jest już nieczynna. Przekonałam go jednak tłumacząc, iż siedzące na tarasie kotki, to żadne szlachcianki - zwyczajne dachowce. Kanapka wydaje się więc całkowicie adekwatna!
Radości stało się zadość :-)
Okazało się, że najedzone kociaki potrafią party hard. Nasza gangsterska przeszłość dała więc o sobie znać, a słoma wychodziła wszystkimi butami!
Jaczewska zaczęła nam opowiadać o złotych czasach, kiedy urywała z mercedesów znaczki, okradała staruszki, a studentom zabierała pięć telefonów.
Marianna siedziała przerażona i nie mogła uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę..
A może to tylko kwestia skarpetek noszonych do sandałów sprawiła, że ta krasnaja dziewoszka posmutniała? Ja nie paniemaju....ja nie prażałskaja, ja nie mówić ukraiński.
Patrząc niepewnie na swoje stopięta, zwróciła tym samym uwagę wszystkich! Nie pomogły moje prośby, apele i dyskretne znaki. Podłe padalce, wyśmiały przeurocze skarpetki dziewczyny z dobrego domu!
Mówiłam - nie godzi się! Zostawcie tą biedną dziewczynę w spokoju! I tak przecież musi sama przed sobą udawać, że ma oryginalną bluzę. Nie można jej tak dobijać!
Na nic okazała się moja interwencja. Raz rozjuszone - nie dały się uspokoić i przez resztę wieczoru śpiewały "suck my dick" w wersji a'capella.
Jaki więc morał z tej historii? Friendship is like peeing on yourself: everyone can see it, but only you get the warm feeling that it brings