Siedzę i myślę. Jestem jakby Beatą Kozidrak poniedziałku. Mam w sobie dni wrażliwości, co szczęśliwie często się nie zdarza. Jestem też jakby Anthonym and the Johnsons, wszystko mnie wzrusza. To takie momenty, kiedy jedziesz autobusem i chce ci się płakać do jakiejś piosenki, albo gdy widzisz staruszkę, która opiera się sile ciążenia, bądź brakowi gotówki.
Kiedyś całymi dniami potrafiłam zalewać
się strumieniami łez (wewnętrznie ofkors) – wystarczyło jedynie skupić się za
bardzo na myśleniu i otaczającej rzeczywistości. Dzisiaj wzrusza mnie głownie
skurwysyństwo Franka Gallaghera i wysokość rachunku za prąd.
Every morning I walk towards the edge
and throw little things off
Widziałam dzisiaj w tramwaju pana z
bukietem długich czerwonych róż. Dresa, mówiąc krótko (i to prawdopodobnie
wciętego wczorajszym jeszcze alkoholem). Dokąd zmierzasz Romeo? – pomyślałam. I
wstyd przyznać, ale pierwszą rzeczą o której pomyślałam, było to, że zmierza on
do swojej dziewczyny z meliny i za ten bukiet będzie miał z nią miłe chwile.
It's become a habit
A way to start the day
A way to start the day
Był to wstęp do głębszej refleksji na
temat transakcji kupna – sprzedaży z jakimi mamy na co dzień do czynienia. Bo
czymże w zasadzie różni się od prostytucji sytuacja, gdy ktoś przynosi ci
kwiaty licząc na seks (i go dostaje)? Gdzie tkwi różnica między tym, kto robi
to za pieniądze, a tym kto robi to by zapewnić sobie odpowiedni poziom życia np.
w małżeństwie? I w końcu, czy praca w miejscu, którego się nie lubi, ale które
przynosi dobry dochód, nie jest współczesną formą najstarszego zawodu świata?
Tak, źle myślę o ludziach. Oburzająco
rzadko mam do ludzi stosunek dobry. IdźPanwChuj, gdyż reality killed a
video star.
I go through all this
Before you wake up
Mam dzisiaj dystans do wszystkich i wszystkiego
(Jaczu, wiesz o czym mówię), zamknęłabym się najchętniej w malutkim, byleby
oddzielnym pokoju i nie przebywała z ludźmi. Stukałabym systematycznie w
klawiaturę komputera, wypluwając kolejne nieistotne dla funkcjonowania
ludzkości materiały ppt, co wbrew pozorom doprowadziłoby mnie o jeden krok
bliżej w stronę tytułu pracownika miesiąca i dwa kroki bliżej ku przepaści.
I Imagine what my body would sound like
Slamming against those rocks
Nie myślałam, że ten moment nastąpi, ale
brakuje mi cotygodniowych spotkań grupowych. Pierwsza radość z powodu wolnego
piątku, okazała się złudna. Nadawanie znikomej wagi wydarzeniu – również.
Ostatnimi czasy było to jedno z niewielu miejsc, gdzie robiłam coś absolutnie
dla siebie. Gdzie mogłam na chwilę odsapnąć od tego co wokół, mówiąc „wk****a”
mnie to. Jedynym substytutem jest już tylko bieganie i ten moment kiedy nie
możesz oddychać, ale biegniesz dalej i wszystko inne traci na chwilę znaczenie.
And When it lands
Will my eyes
Be
closed or open?