poniedziałek, 3 stycznia 2011

każdy ma swoje magdalenki

Przypomniał mi się smak wody z cytryną , jaką moja mama robiła mi gdy byłam mała. Jest to jeden z kilku szczególnych smaków, które będę pamiętać całe moje życie. Coś jak magdalenki Prousta, których wspomnienie było dla niego na tyle wyraźne, że potrafił je po wielu latach oddać w tak perfekcyjny i niemalże zapachowy sposób.

Pamiętam także smak wafelków kuku ruku, które były jednym z najważniejszych smaków mojego dzieciństwa. Do tej pory wspominam kiosk z zapiekankami, w którym można było wymieniać powtarzające sie w wafelkach naklejki. Za pieniądze otrzymane od babć i ciotek na swojej pierwszej komunii, kupiłam cały karton wafelków, które zjadłam niemalże tego samego dnia.

Byłam też dzieckiem z "gestem". Wszystkim osiedlowym rozrabiakom kupiłam wówczas po 10 kulek lodów w osiedlowej lodziarni, aby raz a dobrze zaspokoić  żądze wszystkich w tej materii. To był chyba moment przełomowy, który sprawił, iż nie jestem już takim wielkim fanem tego produktu :-) Chociaż jak przypomnę sobie smak wielkich lodowych bloków z Hortexu, to mam czasami ochotę znowu tego spróbować.

Kolejnym wspomnieniem jest podwórko mojej kamienicy, na którym to mieścił się wielki ceglany śmietnik porośnięty latoroślą. Potrafiłam przesiadywać na nim godzinami, snując plany na przyszłość. Podczas gdy moja najstasza siostra umawiała sie na pierwsze randki, ja nieustannie próbowałam zdobywać serce jej ówczesnych chłopców i nakłaniałam ich do kupowania mi mamby i innych słodyczy. Zawsze z powodzeniem.

Pamiętam też, jak udało mi się przekonac moją siostrę do wagarów, udowodniwszy jej, że Generał Dajmos to fantastyczny serial. Od tego momentu wagarowałyśmy już obie, pilnie sledząc losy Kazui i skrzydaltej Eriki :D

Pamiętam oczekiwanie, aż mama wróci z pracy z zakupami. Wyglądało to zawsze jak najazd szarańczy. Kiedy tylko przekraczała próg naszego mieszkania, wszystkie trzy odbierałyśmy z "troską" siatki z jej rąk i dobierałyśmy się do zamówionych specjałów. Moim najważniejszym wówczas produktem, był serek danio o smaku orzechowym. Nie wiem czemu, w którymś momencie ( ku mojej wielkiej rozpaczy!) przestali go produkować.

Pamiętam też moją mamę palącą w kuchni żołte camele i moją siostrę, która towarzyszyła jej wtedy wcinając wraz z nią na potęgę kanapki na bułce rustico. Potrafiły peorować godzinami na temat tego jak minął im dzień i co należy zrobić. Byłam zawsze trochę o to zazdrosna, ponieważ mnie mama  nigdy nie pytała o zdanie.

Pamiętam też pierwszą lekcję dorosłości, kiedy to spacerując z moją najstarszą siostrą, wypowiedziałam zdanie, iz "mama musi mi kupić harcerski strój w składnicy". Moja siostra spojrzała wtedy na mnie i powiedziała, że: "Nie. Mama nic nie musi". Moja roszczeniowa postawa została ukarana brakiem harcerskiego wdzianka i raz na zawsze zapamiętałam, że nie mam prawa oczekiwać, iż coś zostanie mi dane tylko dlatego, że ja tak chcę.

Pamiętam też kolacje robione przez mamę. A najlepiej kluski leniwe z tartą bułką na wierzchu. Toczyłam wieczne wojny podjazdowe o jak największą jej ilość na mojej porcji. Podobnie było z naleśnikami. Tych z serem nie ruszałam, a o te przypieczone z dżemem - walczyłam jak lwica Uanga :D hah. Trochę za tym tęsknie. Ale tylko trochę.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz