niedziela, 23 stycznia 2011

troglodyta


Tak. Przyznaje. Czasami więcej we mnie z troglodyty, niż erudyty. A wszystko to prowadzi do prostej jak budowa cepa konkluzji, że rozwój intelektualny niekoniecznie idzie w parze z rozwojem emocjonalnym. Dlatego też bez bicia i przymusu przyznaje, że czasami jestem emocjonalnym troglodytą.

Za stan faktyczny winić mogłabym wiele osób, sytuacji, wydarzeń i okoliczności. Ale tak naprawdę, winić powinnam tylko i wyłącznie siebie. Za ignorancję. Za próbę wchodzenia do czyjejś głowy i interpretowania tego co się w niej znajduje i jakoś przypadkowo zawsze czynienia tego w najgorszy z możliwych sposobów ( przecież ja "wiem lepiej"! ) Za komplikowanie rzeczy naprawdę prostych tylko dlatego, że nie dopuszczam do siebie myśli, iż ława przysięgłych mogłaby wydać wyrok inny niż skazujący.

Tak, jestem troglodytą. Czasami próbuje być też erudytą. Podobno tylko stołki nie zmieniają zdania, a stare psy nie uczą się nowych sztuczek. Arrrggghhhh! :) Rarrrrrrrrrrrgh! Howk!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz