środa, 14 marca 2012

miłość w czasach popkultury


Atak alienacji, ale łagodny, jaki dotyka większość ludzi przeniesionych w cudze miejsce. Poczucie inności świata, przekonanie, że wszystko to, co się wokół dzieje, nie bierze mnie samego w rachubę, że jestem zbędny, odtrącony, a nawet śmieszny z tym groteskowym zamiarem obejrzenia starej wieży kościelnej.

Wiersz z dedykacją dla mnie. I nagle myślę, że to co się dzieje nie bierze mnie w rachubę. Wszystko to  jakby poza mną. Takie mamy czasy - popkultury. Wszyscy stajemy się mimowolnie jej ikonami. Należymy do niej. Volens nolens. Z odciśniętą na czole tomato soup Campbella. Z ironicznym uśmiechem Warhola  za naszymi plecami i opadającym znienacka na głowę szklanym kloszem i Sylvią, która woła, o sztuce - w nieco innym wydaniu. I robi ją wyjątkowo dobrze.

Je-stem, je-stem, je-stem. 

3 komentarze:

  1. to oczywiste, że część zdarzeń jest poza Tobą. zawsze było, i to nie czasy, ale prawdziwa twarz rzeczywistości. nie serigrafia a beton. i wiedziałaś o tym, a nagła potrzeba kontrolowania rzeczywistości bierze się z bezsilności i rozpaczy. opanować ją można albo przez walkę na oślep, albo izolację - albo, jeszcze lepiej, poprzez określenie tego, co można, a czego nie można zmienić. trzymaj się w miarę ciepło, osobo.

    OdpowiedzUsuń
  2. donikiszoteria. splendid isolation albo poddaje się. tylko takie mam wybory? wolę splendid isolation osobo :] splendid, indeed.

    OdpowiedzUsuń
  3. przecież napisałam Ci o trzecim "albo", a Ty tylko swoje czarno-białości.
    ze splendidów polecam http://www.filmweb.pl/Hotel.Splendide#

    OdpowiedzUsuń