piątek, 4 stycznia 2013



Zazwyczaj, jeszcze przed końcem roku, dokonywałam na blogu podsumowania, streszczenia i postanowienia. Tym razem trochę to przegapiłam - tak jak i odliczanie do północy, radosne rzucanie się sobie na szyję i odpalanie zimnych ogni. Włożyłam za to łyżeczkę w szyjkę butelki szampana, chociaż dobrze wiem, że to gusła i przesądy.

Nie wiedzieć czemu, w okolicach grudnia, niezmiennie łapię mini depresję i cała jestem królową melancholii. Drepcze po mrozie i wsłuchuję się w skrzypiący śnieg, tocząc różnej maści dywagacje o tym co było, co jest i co będzie. Słucham głośno muzyki i wpatruje się w światła miasta, roniąc łzy nad wyimaginowanym wszystkim. 

<Łachudra Tytus uwalił się właśnie na moich udach i wydaje mu się chyba, że jest w umywalni, bo liże łapki i wyciera je o głowę>

No, ale wracając do podsumowania, to w tym roku troszkę jeszcze posiwiałam oraz upiekłam parę bochenków chleba. Zaczęłam się wreszcie uczyć nowych języków i siebie. Nie przestałam czytać ani pisać, chociaż to drugie robię zdecydowanie rzadziej.

Regularnie dokarmiam swoje paranoje i mam wrażenie, że z każdym miesiącem są coraz dorodniejsze. Kupiłam gaz pieprzowy do samoobrony, a w czasie mało eleganckiej burdy na klatce schodowej, kiedy to obawiałam się wtargnięcia do mieszkania burdowników - w przeciągu 30 sekund ułożyłam sobie w głowie plan obronny, który obejmował: rozbicie o kant stołu butelki od wina, zaatakowanie napastnika ostrą częścią oraz ponowienie ataku obronnego wobec kolejnego agresora… Sobieskiego welcome to?

Anyway, do tego, że nie jestem do końca normalna, doszłam już jakiś czas temu, więc staram się zbytnio tym faktem nie przejmować. Zresztą, wszystkie moje dziwne zachowania tłumaczy jak zawsze kombinacja dwóch liter. Czasem tłumaczą je nawet wszystkie literki alfabetu.

Oglądając Księcia Przypływów zdałam sobie sprawę, że jest tak wiele rzeczy, wydarzeń i sytuacji, których nie pamiętam, a czuje pod skórą, że były realne. I nie wiem, czy rzeczywiście tego nie pamiętam, czy po prostu nie chcę pamiętać. Na dodatek, jestem trochę jak Tom Wingo, wszystko umiem obrócić w żart – a im poważniej, tym zabawniej.

Od małego uczą nas wstydzić się nie tylko tego co robimy, ale także i tego co robią inni. I tak jak Polska Chrystusem Narodów jest, tak i każdy jej obywatel zwykł cierpieć za miliony. O wielu rzeczach nie mówi głośno, bo wstyd. Sąsiad nie wtrąca się w życie sąsiada, wypełniając złotą zasadę, iż wolnoć Tomku w swoim domku. I tak rodzą się i umierają małe madzie, polscy josefowie fritzle, czy cierpienia katarzyny figury. 

Cztery miesiące pracy nad sobą uświadomiły mi, że nie można swoich blizn chować pod ubraniem. Trzeba umieć się im przyglądać. Uważnie i bez zażenowania. Tak nie po polsku.  

3 komentarze:

  1. Co to znaczy "się były"?
    Jak piszesz "wolnoć Tomku w swoim domku", to potem Madzie, Fritzle i Figury też powinny być z dużej, nie?

    OdpowiedzUsuń
  2. "się były" to literowka, taki błąd popełniany w czasie pisania.
    A madzie, fritzle i figury są małe całkowicie celowo. Jako niechciani bohaterowie popkultury (it's my party and I cry if I want..)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Anonimowy" przestań tu trollować, tu trzeba czytać i ogólnie bywać

    OdpowiedzUsuń