niedziela, 17 kwietnia 2011

Never say no to panda!

Zrobiło się w miarę ciepło, co stało się doskonałą okazją do odwiedzenia warszawskiego ZOO. Emocji co niemiara, a społeczeństwo wyedukowane w sztuce fotografii, dzielnie zabrało się za fotografowanie otaczającej zewsząd dzikiej natury.

Całkowicie przypadkowo okazało się, że ja i goryle mamy z sobą całkiem dużo wspólnego! Poniżej uzewnętrzniam najważniejsze punkty wspólne.

                                                        fot. Paulina Czarnecka

Wielogodzinny spacer stał się okazją do obserwacji wielu ciekawych zjawisk socjologicznych. Obserwacja dresa warszawskiego w jego naturalnym środowisku, przyniosła mi wiele cennych informacji, które to niewątpliwie poszerzyły moje horyzonty. Czasami miałam wręcz wrażenie, że przekroczyłam horyzont zdarzeń.

Warszawskie ZOO okazało sie bardzo dobrze przygotowane na tabuny wygłodniałych spacerowiczów. W ofercie parku znalazły się zdjęcia z kucykiem, medaliki z żyrafą, pluszowe słonie, jak i liczne fudkorty.
Konsumpcję rozpoczęlyśmy (ja i Czarnecka znaczy się) od standardowych lodów włoskich. Następnie bardzo płynnie przeszłyśmy do działu ziemniaczki opiekane, które przysporzyły mi wiele radości i uciechy!


                                                                          fot. Paulina Czarnecka

Tutaj jeszcze poważnie podchodzę do sprawy, ponieważ mamusia uczyła, że nie należy bawić się jedzeniem.

                                           fot. Paulina Czarnecka

Powaga nie trwała długo, bo nie oszukujmy się - za tymi okularami kryły się oczy głodnej Afryki, które na widok kartofla pospolitego, nabrały niespotykanego od dawna blasku! Pau nie była może aż tak zadowolona. Wynikało to chyba z faktu, iż zaraz po wejściu do ZOO oddałam jej 17 polskich złotych, które to byłam jej winna. Zostałam przez to goła i wesoła, dzięki czemu z radością poddałam się jej sponsoringowi. Tak! Zostałam zoolianką!

Najedzone i wypoczęte, nabrałyśmy ochoty na dalsze swawole. Jedynie ograniczenia wiekowe nałożone odgórnie przez ZOO, powstrzymały nas przed wykupieniem biletu na dmuchaną zjeżdżalnię, którą roboczo nazwałam "zrób mi dobrze".

                                         fot. Paulina Czarnecka

Ten goryl z pewnością lubi swoją pracę. Co do ośmiornicy, nie mam pewności.

Wypstrykawszy trzy klisze poczułam się spełniona i uznałam, że dzień święty święcić trzeba dużo częściej. Zupełnie przypadkiem okazało się, że dwuosobowy bilet do ZOO na cały rok ( sic!) to wydatek rzędu 100 pln - co przyznaję, jest śmieszną kwotą, zważywszy na morze oferowanych atrakcji! Zresztą, ujrzawszy przy wyjściu pandę z rodziny żebrzących pomyślałam, iż wszelkie atrakcje ZOO oferowane są zdecydowanie "po kosztach" i bardzo pro-społecznie.

                                           fot. Paulina Czarnecka

Remember, never say no to Panda! :-) A już na pewno, kiedy cel jest szczytny!

niedziela, 10 kwietnia 2011

pierwsze urodziny numeru 666

To jest szatański pomiot



A to, odwieczny rytuał ognia, przez który każdy z nas musi kiedyś przejść



Z rodziną najlepiej na zdjęciach...



enough -take it away!







środa, 23 marca 2011

Mary&Max

Obejrzałam wczoraj przepiękny film o przyjaźni. Przyjaźni starszego faceta z syndromem Aspergera i 8 letniej dziewczynki, która zadaje za dużo pytań. Parafrazując Maxa Horowitza:

Film sprawił, że poczułam następujące emocje, które wymieniam w kolejności  ich odczuwania:

*1 - Zaciekawienie
*2 - Smutek
*3 - Radość
*4 - Spokój

PS. Uwielbiam głos Toni Colette.
PSS. Wiedzieliście, że w kosmosie można urosnąć nawet o 8 cm?



Mały Książe

Każdy z nas jest na swój sposób dwudzielny. Składamy się z dwóch wykluczających się części, które jakimś cudem tworzą jednak uzupełniającą się całość. 

I tak, dla jednych jesteśmy Małym Księciem, a dla innych Różą. Jedni widzą nas jako wiecznie gubiącego swój ogon Kłapouchego, natomiast dla innych mamy w sobie więcej z wbrykującego wszystkich do strumienia Tygryska.

W Stumilowym Lesie każdy ma przypisaną rolę. Podobnie z Kopciuszkiem, Śpiącą królewną, czy Małą Syrenką. Zastanawiam się jak wyglądałoby ich życie we współczesnym świecie?

Kopciuszek od regularnego chodzenia na zakrapiane bale nabawiłby się z pewnością alkoholizmu, a ze względu na wiecznie gubione pantofle zostałaby też pewnie zakupoholiczką napędzającą przemysł obuwniczy w swojej krainie.

Śpiąca królewna wydawałaby majątek na psychoanalityka. W dzisiejszych czasach narkolepsję da się wyleczyć - a młody książę jedynie na fali uniesienia zaakceptował wiecznie śpiącą (i zapewne  nieźle chrapiącą) królewnę.

Mała Syrenka wykorzystałaby zapewne swoje zdolności pływackie i dosyć szybko stałaby się członkinią narodowej reprezentacji olimpijskiej. Zdobywszy na igrzyskach 3 złote medale, stałaby się tak sławna jak brytyjska para książęca, co nieuchronnie doprowadziłoby do utraty prywatności. Prześladowana przez paparazzi zdecydowałaby się ponownie wskoczyć do morza, w czym dopomógł by jej nieśmiertelny Greenpeace.

Tygrysek już dawno siedziałby z wyrokiem za recydywę. Pięć do dziesięciu lat za próbę zabójstwa z premedytacją poprzez wrzucanie do strumienia. Kłapochy zostałby klientem kliniki zajmującej się operacjami plastycznymi, gdzie dorobiono by mu nowy piękny ogon. Na fali euforii zdecydowałby się jeszcze na cudowną dietę doktora Duncana i został gwiazdą Pixara.

W realnym świecie, wszystkie te bajkowe postacie przestałyby być tak bardzo jednowymiarowe. Stałyby się bardziej ludzkie. Swoista fuzja Małego Księcia i Róży.

wtorek, 22 marca 2011

w dupie mam to ciastko

Jestem podobno dobrym człowiekiem (sic!). Człowiekiem jakich tysiące na tym świecie. Dobry człowiek.......
Ja mam dużą awersję  do tego słowa. Dla mnie zbyt często było ono synonimem frajerstwa. Dobry człowiek brzmi jak temat na wypracowanie maturalne, czy rozprawkę w gimnazjum. Dobry człowiek jest jak statystyczny Polak - nie istnieje.

Dobry, to może być żart, dobry może być batonik (takie Kinder Bueno na przykład!,) dobry bywa też samochód.


Usłyszałam wczoraj, że tyle razy dostałam po dupie, że powinnam być już do tego przyzwyczajona, bo za każdym razem przecież  się podnoszę. Tak, owszem. Tylko, że zgodnie z najprostszą teorią pana Pawłowa, coraz bardziej programuje się warunkowo. Mary Roach udowodniła, że pokazując mężczyźnie zdjęcie nagiej kobiety w kozakach, można po jakimś czasie wywołać u niego podniecenie już na sam widok wyżej wspomnianych butów. Kiedy ja widzę "obuwie" to automatycznie przestaje oczekiwać. 

Niektórzy potrafią wyłączyć emocje. Inni potrafią je skutecznie kontrolować. Ja natomiast wyłączam oczekiwania. Nie oczekuje - w tym sensie, że nie spodziewam się niczego dobrego. A brak oczekiwań prowadzi do braku rozczarowań.

Ty jesteś tylko i wyłącznie powodem do szczęścia ! A że powód do szczęścia przestaje nim być jak tylko pojawiają się problemy? I że powód do szczęścia powinien sobie z nimi poradzić sam - bo to jego problem? To już inna sprawa.

Dlatego całkiem cenię sobie nabytą w pewnych kręgach opinię rozbijacza związków, awanturnika i zła wcielonego w jednym. To czyni mnie kimś specjalnym :] Był taki moment, że przejadło mi się bycie tym pociesznym quasi Myszkinem, co to nie chowa długo urazy i nadstawia drugi policzek. 

Niektórzy mawiają, że nie można zjeść ciastka i mieć ciastko. Życie to kwestia wyborów, bla bla, bla - bon moty na zawołanie, 3,99 za sztukę bez VAT. Komu komu, bo idę do domu.

W dupie mam to ciastko!



poniedziałek, 21 marca 2011

We are sorry to inform you

Jakby tak usiąść i zastanowić się nad życiem, możnaby dojść do wniosku, że jedyne co robimy, to wstajemy rano, pracujemy, wracamy do domu i idziemy spać. Następnego dnia robimy dokładnie to samo. No i mamy te 26 dni urlopu, które raz wykorzystane wpędzają nas zwykle w depresję pourlopową. Taki trochę dzień świstaka w wersji może nieco mniej standaryzowanej. A może to po prostu...marzec?

Czasami myślę sobie, że teraźniejszość bardzo różni się od przeszłości, która stała się moim udziałem, a jeszcze bardziej od przyszłości jaką sobie kiedyś wyobrażałam. Dostałam listem "Dear E, We are sorry to inform you that your future has already begun"  w sam splot słoneczny. Próbuje złapać oddech.

Uszczypnij mnie.

Saramago twierdzi, że bez przeszłości, teraźniejszość staje się bez znaczenia. Jest to coś co definiuje tu i teraz. W przeszłosci jedynie możemy szukać odpowiedzi na to kim jesteśmy dzisiaj. W przeszłości odnaleźć możemy przyczyny naszych zachowań, reakcji i sposobu odbierania rzeczywistości. A może to tylko bardzo dobra wymówka, która działa dla każdego jak karta wyjścia z więzienia w Monopolu?

Jestem zmęczona. Dawno nie byłam tak bardzo zmęczona. Mam wrażenie, że obudziłam się nagle w innym czasie i w innym miejscu. Niewyspana. I wcale nie jest tak jak to sobie wyobrażałam. Nawet nie jestem tym, kim wyobrażałam sobie, że będę.

Czy mogę to polubić? Nie wiem...

Ale skoro ona może?

niedziela, 6 marca 2011

friends


Unhappiness, where's when we were young and we didn't give a damn?

'cause we were rised to see life as fun and take it if we can