Zazwyczaj, jeszcze przed końcem roku, dokonywałam na blogu podsumowania, streszczenia i postanowienia. Tym razem trochę to przegapiłam - tak jak i odliczanie do północy, radosne rzucanie się sobie na szyję i odpalanie zimnych ogni. Włożyłam za to łyżeczkę w szyjkę butelki szampana, chociaż dobrze wiem, że to gusła i przesądy.
Nie wiedzieć czemu, w okolicach grudnia, niezmiennie łapię mini depresję i cała jestem królową melancholii. Drepcze po
mrozie i wsłuchuję się w skrzypiący śnieg, tocząc różnej maści dywagacje o tym
co było, co jest i co będzie. Słucham głośno muzyki i wpatruje się w światła
miasta, roniąc łzy nad wyimaginowanym wszystkim.
<Łachudra Tytus uwalił się właśnie na
moich udach i wydaje mu się chyba, że jest w umywalni, bo liże łapki i wyciera
je o głowę>
No, ale wracając do podsumowania, to w tym
roku troszkę jeszcze posiwiałam oraz upiekłam parę bochenków chleba. Zaczęłam
się wreszcie uczyć nowych języków i siebie. Nie przestałam czytać ani pisać,
chociaż to drugie robię zdecydowanie rzadziej.
Regularnie dokarmiam swoje paranoje i mam
wrażenie, że z każdym miesiącem są coraz dorodniejsze. Kupiłam gaz pieprzowy do samoobrony, a w czasie mało eleganckiej
burdy na klatce schodowej, kiedy to obawiałam się wtargnięcia do mieszkania
burdowników - w przeciągu 30 sekund ułożyłam sobie w głowie plan obronny, który
obejmował: rozbicie o kant stołu butelki od wina, zaatakowanie napastnika ostrą częścią oraz ponowienie ataku obronnego wobec kolejnego agresora… Sobieskiego
welcome to?
Anyway, do tego, że nie jestem do końca
normalna, doszłam już jakiś czas temu, więc staram się zbytnio tym faktem nie
przejmować. Zresztą, wszystkie moje dziwne zachowania tłumaczy jak zawsze
kombinacja dwóch liter. Czasem tłumaczą je nawet wszystkie literki alfabetu.
Oglądając Księcia Przypływów zdałam sobie
sprawę, że jest tak wiele rzeczy, wydarzeń i sytuacji, których nie pamiętam, a
czuje pod skórą, że były realne. I nie wiem, czy rzeczywiście tego nie
pamiętam, czy po prostu nie chcę pamiętać. Na dodatek, jestem trochę jak Tom Wingo, wszystko
umiem obrócić w żart – a im poważniej, tym zabawniej.
Od małego uczą nas wstydzić się nie tylko tego co robimy, ale także i tego co robią inni. I tak jak Polska Chrystusem Narodów jest, tak i każdy jej obywatel zwykł cierpieć za miliony. O wielu rzeczach nie mówi głośno, bo wstyd. Sąsiad nie wtrąca się w życie sąsiada, wypełniając złotą zasadę, iż wolnoć Tomku w swoim domku. I tak rodzą się i umierają małe madzie, polscy josefowie fritzle, czy cierpienia katarzyny figury.
Od małego uczą nas wstydzić się nie tylko tego co robimy, ale także i tego co robią inni. I tak jak Polska Chrystusem Narodów jest, tak i każdy jej obywatel zwykł cierpieć za miliony. O wielu rzeczach nie mówi głośno, bo wstyd. Sąsiad nie wtrąca się w życie sąsiada, wypełniając złotą zasadę, iż wolnoć Tomku w swoim domku. I tak rodzą się i umierają małe madzie, polscy josefowie fritzle, czy cierpienia katarzyny figury.
Cztery miesiące pracy nad sobą uświadomiły mi, że nie można swoich blizn chować pod ubraniem. Trzeba umieć się im przyglądać. Uważnie i bez zażenowania. Tak nie po polsku.

