czwartek, 27 czerwca 2013
wtorek, 25 czerwca 2013
Just get to the finish line...then you can die.
Z Jaczesko spędzamy niedzielę na robieniu sobie przerwy pomiędzy ścieraniem kurzy, a myciem podłogi (sponsored by Procter&Gamble) - przebieżka 5 km wokół łazienek w orzeźwiającej temperaturze 30 stopni (dla niezaznajomionych z tematem - główną nagrodą zestawu startowego biegu kobiet, okazało się być Pronto do kurzu, yeah).
Jaczesko z kolei, okazało się być prosiakiem i kiedy to wpadłyśmy (czyt. dopełzłyśmy) razem na metę, trzymając się triumfalnie za łapki - wysunęła do przodu swoje futro, przez co oficjalnie dobiegła sekundę przede mną. Na skutek machlojek organizatorów, spadłam więc co najmniej 5 pozycji niżej od tej (nie bójmy się tego słowa) oszustki matrymonialnej!
Zważywszy na powyższe, poniższe i wszelakie inne okoliczności, nie mam skrupułów by nadmienić, że dziewczę owo troszku się spociło (nie bez znaczenia jest tu użyty wcześniej deskryptor "prosiak"), podczas gdy inne biegaczki (np. te z czasem gorszym o sekundę) nic na swej świeżości i oszałamiającej urodzie nie straciły.
Pozdrawiam!
środa, 19 czerwca 2013
W Polsce o porządek dba Małgorzata Rozenek
Dzwoni do mnie Malwa i
proponując spotkanie mówi, że chyba już nie spotykam się z ludźmi, którzy mają
dzieci.
Dzieci... dzieci.....dzieci?! Myślę naprędce – urodziła? Tymczasem mały Franek ma 1,5 roku…Ekhm.
Czas przecieka mi między
palcami, a ten wolny pędzi obok mnie niczym Pendolino. Próbuję go złapać jak
najwięcej, co przeważnie kończy się mniej więcej tak:
Nie mam czasu, by napisać o tym
wszystkim co roi się w mojej głowie. Na przykład o tym, jak
zawieszam się w lotniskowej skmce i w slow motion obserwuje otoczenie bardziej jako kolory, niż kształty.
W głowie mam jakby konkluzję, że w tym kraju niewiele się zmieni, jeśli same kobiety nie mają nic przeciw umieszczaniu w pakiecie startowym "biegu kobiet", opakowania pronto do kurzu..
Parady równości donikąd nas nie doprowadzą, jeśli będą jedynie niedzielnym spacerem zblazowanych ludzi, których teoretycznie łączy ta sama idea, a praktycznie nie łączy w zasadzie nic. Dziewczęta na lewo, panowie na prawo. Płcie "wątpliwe" niech się rozdwoją. Trochę to wszystko słabe.
Na Siennej unoszą się dźwięki gospel (niedziele) i allah akbar (poniedziałki i środy do 23). Jest też sklep wędkarski, w którym panowie kręcą jakieś lody, bo po wędki jakoś nikt nie przychodzi. Okolica pełna jest dyszących spadającym tynkiem kamienic, a na jednej z nich pojawia się napis "I'm sorry", który bezwiednie przywodzi mi na myśl peszkową frazę "Sorry Polsko!".
No bo sorry Polsko, sorry! Rewolucje odbywają się tu tylko w kuchni, a o porządek dba rozciągnięta w uśmiechu, jak gumka od majtek, Perfekcyjna Pani Domu..
I wszędzie te cholerne komary.
I wszędzie te cholerne komary.
wtorek, 21 maja 2013
Ten moment
Ten moment, kiedy ćwicząc na siłowni odkrywasz, że trud ćwiczeń
może się opłacić już w trakcie ich wykonywania..
Udało
mi się w końcu polubić bieganie . Nawet to poranne nie jest takie złe. Nie
myślałam jednak, że polubię ćwiczenia na przedziwnych atlasach – do momentu,
kiedy wyciskając z siebie siódme poty na maszynie, której nie umiem do końca
opisać, poczułam, że jest to przyjemne.. I to nawet bardzo.
Wynagradza mi
to nawet trzydniowy tygodniowy ból
mięśni, o których istnieniu nie miałam dotąd pojęcia.
Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji - wersja hard.
Ten
moment, kiedy Twój kot chowa się do walizki i milczy jak grób....
Poczułam się dzisiaj troszkę jak matka, która traci swoje
dziecko. A zdarzyło się to podczas niewinnej gry z Tytusem w chowanego – o której
ja co prawda nie wiedziałam, że się odbywa, a Tytus nie widział pewnie, że
zapłakana szukam go na podwórku, w bloku i w piwnicy.
W piżamie.
Na bosaka.
Z rozwichrzonym włosem!
Była sobie kiedyś taka staruszka z Terespola, która co
wieczór wychodziła przed swój drewniany domek i krzyczała na pełen regulator: „Misiaaaaaaa,
Peeeelaaaaa”. Ja krzyczałam dziś „Tytuuuuuuuuuuuuus, Tytuuuuuus” i zdaje się,
że nie różnimy się tak bardzo od tych, których mamy za wariatów.
Generalnie, spędzamy chyba zbyt dużo czasu na
analizowaniu tego, co robią Inni. O czym Inni myślą. Co Inni czują. Jacy Inni
są biedni. I jak Innym można pomóc. Słynny szanson porzuconych, brzmi mi
dzisiaj jak wołanie pani Mirki - „Noooooooooooooooooothing compaaaaaaaaares toooooo yooou, nooooothing
coooompareeees toooo yoooouu”.
W domu Pani Mirki nie było już nigdy więcej miejsca dla
zwierząt. Całą przestrzeń wypełniał jej żal i tęsknota za tymi, które już nigdy
nie wrócą.
Życie pełne jest momentów, dlatego też tytułem
podsumowania, prezentuje:
Ten moment, kiedy bujasz się radośnie na ławce i
spadasz...
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
Każdy Romeo musi kiedyś umrzeć
Moja grupa liczy 8 osób. Spotykam się z grupą każdego tygodnia i spędzam z nią aż 150 minut. Czas ten mija zadziwiająco szybko. Grupa jest trochę po to, aby pokazać mi, że punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. I że łatwo jest być sędzią w cudzej sprawie.
Coraz częściej udaje mi się odnaleźć analogię pomiędzy własnym postępowaniem, a całą resztą otaczających mnie zachowań. Kali ukraść krowę, a potem Kalemu ukraść. I co? I dupa. Nie jest łatwo przyznać przed samym sobą, że coś zrobiło się źle. Że z premedytacją dmuchamy czasem balony swojego ego, nie bacząc komu wystawią za to rachunek. Czasem przecież, ktoś aż sam się o to prosi. Czasem masz ochotę odegrać się na kimś za tamto i owamto.
Tymczasem co, jeśli któregoś dnia budzisz się i stwierdzasz, że nie jesteś już zły? Jest to przedziwny stan. Uczucie, które od wielu miesięcy towarzyszy ci w mniejszym lub większym stopniu - nagle znika. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że złość uświadamiasz sobie dopiero wtedy, gdy przestajesz się wściekać. Taki to trochę niemy bohater drugiego planu. Nie mówi wprost, tylko warczy.
czwartek, 18 kwietnia 2013
"Zawodnik" numer 13.874
Murakami twierdzi, iż biegnąc myśli o rzece i chmurach. Czasem myśli o niczym. Przez jego umysł przenika jakaś nostalgiczna cisza i tym podobne. Strasznie to romantyczne, wzniosłe i serce mi rośnie.
Murakami to parszywy kłamca.
Kiedy biegnę, myślę przeważnie o tym, by już przestać. Sama sobie zadaje pytanie o to, kiedy to się w końcu skończy. Widząc nadbiegającą z naprzeciwka dziewczynę przyspieszam, prostuję się i przestaje na chwilę dyszeć. Gdy tylko się miniemy, wypluwam lewe płuco na chodnik i wlokę się dalej.
W niedzielę prawdopodobnie umrę. Będzie to naturalną konsekwencją ostatnich tygodni i pecha, który mnie prześladuje. Najwyraźniej tylko w "Oszukać przeznaczenie" to cholerstwo przeskakuje czasem na innych ludzi.
Całe liceum i studia podjeżdżałam pod Tamkę autobusem (bitch, please!), a teraz mam pod nią podbiec. Jezusie brodaty! Spraw, aby nie minęło mnie żadne dziecko, niepełnosprawny lub emeryt.
Całe liceum i studia podjeżdżałam pod Tamkę autobusem (bitch, please!), a teraz mam pod nią podbiec. Jezusie brodaty! Spraw, aby nie minęło mnie żadne dziecko, niepełnosprawny lub emeryt.
czwartek, 21 marca 2013
Korpohamlet pręży muskuły oglądając Top Model
Jestem korpoludkiem. Typem osobowości numer 24 (nieuświadomiony) i 25 (ten świadomy). Chciałabym wierzyć, że jest to oznaczenie niepowtarzalne.
Przeżywam dziś swoisty korpohamletyzm. Tyle, że zamiast wyżłobionej przez żywioły czaszki, trzymam w dłoni pomięty wizerunek króla Władysława..... Gdzież mi do Hamleta, który miał na głowie całą Danię?
Biję się z myślami, podczas gdy pomocnik fryzjera szarpie mnie za włosy. Wyrwał mi ich chyba co najmniej połowę, podczas gdy ja z pokorą znoszę te zabiegi, przekonana, że tak być musi. Logika jest prosta - krzyczysz na swoich, bo miłość. Obcy mogą sobie szarpać.
Wszystko jakby stanęło na głowie. Idę na siłownię i czuje się co najmniej jak członek sekty. Biegnąc na bieżni, czytam napis o tym, że słabość jest we mnie i że mogę więcej. Przebierając się w szatni, patrzę na konsumujące czipsy dziewczęta i myślę o nich z wyższością. Jestem głodna, ale silna! Słabość jest we mnie! Mogę więcej! (Czy one kurważ, nie czytały tego napisu? Amatorki!)
Konklawe wybrało papieża i wszyscy o tym trąbią. Kościół upada, a świat się kończy, bo jest Obama i jest czarny. A my żyjemy w cywilizacji specyficznej i jej symbolem nie jest bynajmniej kotlet w bułce. Miała być makdonaldyzacja, a jest terroryzacja. Straszy nas wszystko i wszędzie.
Wiem, że stopa bezrobocia na koniec stycznia wyniosła 14,2%, a nie wiem, kto jest prezydentem, dajmy na to, Chile. Wszędzie matka małej Madzi, faszyści i GMO. W Hiszpanii kryzys, w kaszce szczury, a Europa się islamizuje.
Wiem, że stopa bezrobocia na koniec stycznia wyniosła 14,2%, a nie wiem, kto jest prezydentem, dajmy na to, Chile. Wszędzie matka małej Madzi, faszyści i GMO. W Hiszpanii kryzys, w kaszce szczury, a Europa się islamizuje.
Staram się wyjść naprzeciw strachowi i stawić mu czoło. Czytałam Diunę, więc wiem, że strach musi przejść po mnie i przeze mnie. I kiedy już zasypiam, budzisz mnie Ty i Twoje paranoje. Jestem rycerzem, więc biorę to na klatę. Razem czuwamy do rana i razem walking dead.
Dziś spóźniłam się do pracy, bo obniżałam ci poprzeczkę śrubokrętem numer trzy. I już nie musisz prężyć przede mną muskułów, wystarczy, że ja robię to przed Tobą. A w ogóle mniejsza o to, bo ludzie i tak wiedzą, że co środę oglądamy Top Model.
Dziś spóźniłam się do pracy, bo obniżałam ci poprzeczkę śrubokrętem numer trzy. I już nie musisz prężyć przede mną muskułów, wystarczy, że ja robię to przed Tobą. A w ogóle mniejsza o to, bo ludzie i tak wiedzą, że co środę oglądamy Top Model.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


