piątek, 2 sierpnia 2013

wtorek, 16 lipca 2013

6/666




Tytus spał mi dziś na głowie. Zastanawiam się, czy to dlatego, że wzięłam wolny dzień i wykorzystałam go na sprzątanie mieszkania? Cierpię chyba na chroniczną nieszczęśliwość z dupy. Wszystko jest lepiej niż zwykle, a w 6 sekund zmienia się w gorzej. Czasem trwa kolejne 6, a czasem i 666.

Do tego nie umiem przypomnieć sobie tytułu piosenki.

wtorek, 2 lipca 2013

Harder, faster, better, stronger

Leksykon relacji międzyludzkich

Dla Mari Paz postanowiłam napisać krótki przewodnik/ leksykon/słownik po relacjach (obowiązujący nie tylko w małym mieście Warszawa)

Moi drodzy Czytelnicy, na początek kilka suchych faktów:

  • Ludzie mają różnie i ludzie robią różnie;
  •  Ludzie różnie performują w relacjach z innymi ludźmi;
  • Są psy rasowe i kundle (ale to bardziej dla fanów kynologii);
  • W dzisiejszych czasach umawianie się na randki jest jak szukanie pracy – albo przez Internet, albo cię ktoś poleci.
Na potrzeby dzisiejszego wpisu, dokonałam małego apartheidu (znaczy się segregacji) typów relacyjnych.

Pierwszy typ, to krótkodystansowiec.  Uzależniony jest od emocji – szczególnie tych intensywnych. I nie ma w tym nic złego – życie, a przede wszystkim „młodość”, rzecz krótka i trzeba ją jak najlepiej wykorzystać. Harder,  faster, better, stronger.

Dziewczyny chodzą za garaże i pokazują sobie tatuaże (by Mari Paz).

Można przeżyć życie w całej masie 24 miesięcznych relacji, zapewniając sobie ciągły przypływ świeżych wrażeń.  Tym bardziej, że moje osobiste Prawo Murphiego mówi, iż wzrost zainteresowania Twoją osobą jest wprost proporcjonalny do długości związku, w którym jesteś (czytaj:  im dłużej misiaczkujesz i pysiaczkujesz na stałe, tym więcej potencjalnych kandydatów do łóżka).

Drugi typ związkowca, to anty- związkowiec. Nie uznaje żadnych, nawet najkrótszych relacji – są one zwyczajnie zbędne i zaburzają stabilne dążenie do celu podstawowego anty-związkowca: utrzymanie status quo.

Anty – związkowcy najczęściej zapominają o tym, by powiadomić osoby z którymi łączą je relacje seksualne, o fakcie swojego nieangażowania się w relacje, co często prowadzi do nieporozumień i lekomanii.

Kolejnym typem jest typ „rozpiera mnie miłość”, zwany potocznie poliamorystą. Poliamorysta chodzi sobie po świecie i kocha wszystkich ludzi. Jest fanem geometrii, a w szczególności trójkątów rozwartokątnych. #kochamwszystkich  #lovelovelove #jestęTchórzę

Są wreszcie długodystansowe zające. Osoby te wchodzą w długie związki z innymi osobami, gdyż lubią porządek. Kiedy ich relacja przestaje być ekscytująca, skoczą sobie to tu, to tam – zapewniając jednocześnie, że osoba z którą są, jest najważniejsza na świecie, a seks to seks. Na imprezy i wakacje  zawsze udają się z partnerem, a mały numerek na boku jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodził (nie bądźmy pruderyjni!).

Na samym końcu łańcucha pokarmowego znajdują się zwyczajni długodystansowcy. Typ ten jest rzadko spotykany w przyrodzie i podlega ścisłej ochronie ONZ, ZTM i UOKiKu. Typ ten jest jednakowoż moim ulubionym. Od typu krótkodystansowca różni się dziesięcioma szczegółami (obrazki wkrótce) oraz życiowym mottem, które zazwyczaj haftują sobie na koszulce: „Słowa mają znaczenie tylko wtedy, kiedy trwają”.

Cechuje mnie aktualnie całkowicie bezinteresowna nienawiść do ludzi.  Dlatego tylko dzisiaj, każdy lajk lub komentarz oznacza akces do „Let’s hate people together!” i jedną złotą gwiazdkę na gównometrze.

Pozdrawiam!

czwartek, 27 czerwca 2013

Godzina 0:40, otworzyłam wino i piję je sama. Panta rhei, szczególnie wino.

wtorek, 25 czerwca 2013

Just get to the finish line...then you can die.


Z Jaczesko spędzamy niedzielę na robieniu sobie przerwy pomiędzy ścieraniem kurzy, a myciem podłogi (sponsored by Procter&Gamble) - przebieżka 5 km wokół łazienek w orzeźwiającej temperaturze 30 stopni (dla niezaznajomionych z tematem - główną nagrodą zestawu startowego biegu kobiet, okazało się być Pronto do kurzu, yeah).

Jaczesko z kolei,  okazało się być prosiakiem i kiedy to wpadłyśmy (czyt. dopełzłyśmy) razem na metę, trzymając się triumfalnie za łapki - wysunęła do przodu swoje futro, przez co oficjalnie dobiegła sekundę przede mną. Na skutek machlojek organizatorów, spadłam więc co najmniej 5 pozycji niżej od tej (nie bójmy się tego słowa) oszustki matrymonialnej!

Zważywszy na powyższe, poniższe i wszelakie inne okoliczności, nie mam skrupułów by nadmienić, że dziewczę owo troszku się spociło (nie bez znaczenia jest tu użyty wcześniej deskryptor "prosiak"), podczas gdy inne biegaczki (np. te z czasem gorszym o sekundę) nic na swej świeżości i oszałamiającej urodzie nie straciły. 

Pozdrawiam!



środa, 19 czerwca 2013

W Polsce o porządek dba Małgorzata Rozenek




Dzwoni do mnie Malwa i proponując spotkanie mówi, że chyba już nie spotykam się z ludźmi, którzy mają dzieci. 

Dzieci... dzieci.....dzieci?! Myślę naprędce – urodziła? Tymczasem mały Franek ma 1,5 roku…Ekhm.

Czas przecieka mi między palcami, a ten wolny pędzi obok mnie niczym Pendolino. Próbuję go złapać jak najwięcej, co przeważnie kończy się mniej więcej tak:



Nie mam czasu, by napisać o tym wszystkim co roi się w mojej głowie.  Na przykład o tym, jak zawieszam się w lotniskowej skmce i w  slow motion obserwuje otoczenie bardziej jako kolory, niż kształty. 

W głowie mam jakby konkluzję, że w tym kraju niewiele się zmieni, jeśli same kobiety nie mają nic przeciw umieszczaniu w pakiecie startowym "biegu kobiet", opakowania pronto do kurzu..

Parady równości donikąd nas nie doprowadzą, jeśli będą jedynie niedzielnym spacerem zblazowanych ludzi, których teoretycznie łączy ta sama idea, a praktycznie nie łączy w zasadzie nic. Dziewczęta na lewo, panowie na prawo. Płcie "wątpliwe" niech się rozdwoją. Trochę to wszystko słabe. 

Na Siennej unoszą się dźwięki gospel (niedziele) i allah akbar (poniedziałki i środy do 23). Jest też sklep wędkarski, w którym panowie kręcą jakieś lody, bo po wędki jakoś nikt nie przychodzi. Okolica pełna jest dyszących spadającym tynkiem kamienic, a na jednej z nich pojawia się napis "I'm sorry", który bezwiednie przywodzi mi na myśl peszkową frazę "Sorry Polsko!". 

No bo sorry Polsko, sorry! Rewolucje odbywają się tu tylko w kuchni, a o porządek dba rozciągnięta w uśmiechu, jak gumka od majtek, Perfekcyjna Pani Domu..

I wszędzie te cholerne komary.







wtorek, 21 maja 2013

Ten moment

Ten moment, kiedy ćwicząc na siłowni odkrywasz, że trud ćwiczeń może się opłacić już w trakcie ich wykonywania..

Udało mi się w końcu polubić bieganie . Nawet to poranne nie jest takie złe. Nie myślałam jednak, że polubię ćwiczenia na przedziwnych atlasach – do momentu, kiedy wyciskając z siebie siódme poty na maszynie, której nie umiem do końca opisać, poczułam, że jest to przyjemne.. I to nawet bardzo. 

Wynagradza mi to nawet trzydniowy  tygodniowy ból mięśni, o których istnieniu nie miałam dotąd pojęcia.
Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji - wersja hard.

Ten moment, kiedy Twój kot chowa się do walizki i milczy jak grób....

Poczułam się dzisiaj troszkę jak matka, która traci swoje dziecko. A zdarzyło się to podczas niewinnej gry z Tytusem w chowanego – o której ja co prawda nie wiedziałam, że się odbywa, a Tytus nie widział pewnie, że zapłakana szukam go na podwórku, w bloku i w piwnicy.

W piżamie.  

Na bosaka.

Z rozwichrzonym włosem!

Była sobie kiedyś taka staruszka z Terespola, która co wieczór wychodziła przed swój drewniany domek i krzyczała na pełen regulator: „Misiaaaaaaa, Peeeelaaaaa”. Ja krzyczałam dziś „Tytuuuuuuuuuuuuus, Tytuuuuuus” i zdaje się, że nie różnimy się tak bardzo od tych, których mamy za wariatów.

Generalnie, spędzamy chyba zbyt dużo czasu na analizowaniu tego, co robią Inni. O czym Inni myślą. Co Inni czują. Jacy Inni są biedni. I jak Innym można pomóc. Słynny szanson porzuconych, brzmi mi dzisiaj jak wołanie pani Mirki -  „Noooooooooooooooooothing  compaaaaaaaaares toooooo yooou, nooooothing coooompareeees toooo yoooouu”.

W domu Pani Mirki nie było już nigdy więcej miejsca dla zwierząt. Całą przestrzeń wypełniał jej żal i tęsknota za tymi, które już nigdy nie wrócą.

Życie pełne jest momentów, dlatego też tytułem podsumowania, prezentuje:

Ten moment, kiedy bujasz się radośnie na ławce i spadasz...