Cały weekend przespałam. Usnęłam w piątek przed północą, na podłodze w nieswoim mieszkaniu (znowu!) i spałam do dzisiaj do południa. Z niewielkimi przerwami nie tyle na jedzenie, co na nakarmienie kota i spacer w dresie po wodę. Postanowiłam się ruszyć dzisiaj z domu. Bo trochę nie wypada w tym powyciąganym dresie spędzić tyle czasu. Szybko okazało się jednak, że niepotrzebnie kusiłam los.
Mój organizm zbuntował się w metrze (podejrzewam, że to niecodzienna reakcja na wyjście z fazy rem). Mój bankomat też się na mnie wypiął konkretnie. A uroczy Pan na infolinii poinformował mnie, że przez kolejne 14 dni zablokowano mi dostęp do konta. Szczęśliwie, Tytus został kilka dni temu zaopatrzony jak trzeba.
Wszelkie dary w postaci jedzenia i napojów przyjmę. O ile nie prześpię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz