środa, 17 sierpnia 2011

rożek, czy reszka?


Jak widać, jestem strasznie sentymentalna. Słucham tego kawałka z typową dla siebie emfazą :) W naszej dorodnej grupce: nimfomanka (przyjdziecie razem, czy dojdzie sama?), niestabilna psychicznie ekolożka (ahoj studnie w Sudanie! :)) i arcymenel (pijemy, kurwa!), jestem i ja sentymentalna dziwka (Ajłanaholdjorhend).

Kiedy Tix zajęta była dobieraniem się po kolei do wszystkich sprzętów kuchennych oraz kota, którego roboczo nazwę „Puchatkiem”….



..ja i moje ręce zajęci byliśmy zastępowaniem miksera, nowym urządzeniem wielozadaniowym o wszystko mówiącej nazwie „Knixer”. A wszystko to było mniej więcej tak:

Spotkanie miało odbyć się punktualnie o 21.06. Miałyśmy bowiem piec ciasteczka. Wszyscy przyszli o 20, oprócz Miksa, który był na czas. W pośpiechu jednak zapomniał zabrać z domu miksera. Ku swej rozpaczy, instrukcja pieczenia ciasteczek brzmiała następująco: „blablablablabla….ubić na puszystą masę”.


Puszystą, kurwa, masę! – wykrzyknęła Miks z rozpaczą w głosie. W kuchni zapadła cisza jak makiem zasiał (takie zawieszenie jak w modzie na sukces, kiedy Bruk przynaje Ridżowi, że ich córka, jest synem jego brata, z romansu z jej siostrą bliźniaczką, która nieskutecznie spłonęła w katastrofie lotniczej, pod kołami samochodu jej szalonej matki, która to zresztą okazała się być zaginionym w pożarze basenu wujkiem Stiwenem).

Na szczęście nie boje się ubrudzić swoich rączek, tak więc ochoczo zabrałam się za miksowanie masy ciastkowej własnymi ręcami. Pix jak zwykle zadbała o odpowiednią oprawę muzyczną (Nas nie dogoniat), jako i również trzymała miskę, w której zawzięcie machałam rękoma, łyżkami, nożem, kotem, a także szufelką od kuwety dla wzmocnienia efektu (ma bowiem areo.. aoro, aeo, kur… aerodynamiczny (uff!) kształt)


Podczas kuchennych rewolucji doszłyśmy do wniosku, iż każda z nas powinna posiadać swoje alter ego, które od tej pory pokazywać będzie światu/gościom/rodzinie i inspekcji podatkowej.

Tix, w związku ze związkiem, otrzymała więc status nimfomanki, czyli niewiele się zmieniło. Pix zdecydowała się na stukniętą misjonarkę, której największym stresem są: studnie w Sudanie, głodne dzieci i wycinka drzew w Amazonii. Jako, że powyższa cierpi na alergię na futro zwierzęce, uznałyśmy pomysł pocierania się kotem po twarzy, za tani, skuteczny i niezawodny w materii wywołania efektu łez. Miks, jednogłośnie okrzyknięty został menelem z zespołem Tourrette’a, który dla niepoznaki będzie od tej pory chodzić w krynolinach i opowiadać o swojej babci Wiktorii, herbu trzaska.

Najedzone ciastkami, napite płynem do naczyń ( popularnie zwanym desperado) ( oraz! Ja nie, bo ja prowadzę) uznałyśmy, iż pora, aby o naszym życiu zadecydowała mo-neta ( Tymbarka nie było akurat pod ręką).

Rożek, czy reszka? – wykrzyknęła przejęta Tix. Niektórym się poszczęści, innym nie. Tak oto zadecydowały dwa złote ( właśnie! Gdzie są moje dwa złote?!)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz