Pewien amerykański serwis oferuje babcię na godziny ( rent-a-grandma.com). Za marne 15 dolców, babcia opowie ci bajeczkę i usmaży naleśniki. Z kolei w Tokio można pożyczyć kota. 8 dolarów za godzinę. I to bez limitu głaskania! Świat nieustannie mnie zadziwia :]
Ktoś znajomy tworzy na fejsbuku wydarzenie "Pociesz, napisz coś miłego, zabawnego" - spraw, bym poczuła się lepiej. I jak zabawnie by to nie zabrzmiało, wcale nie jest śmieszne. Łatwo jest zapomnieć o tym, że smutek to nie choroba. Walczyć z nim jak z wrogiem. A każdy ma przecież jakąś żałobę, przez którą musi przejść. Odkładanie tego niewiele pomoże. To tak jak chowanie się pod kołdrę, jako recepta na potwory z szafy w dzieciństwie.
Bo niby wszystko jest ok. Ale nie jest. Czasem trzeba wrzasnąć. Płakać. Być trzecim stanem emocjonalnym jamniczka. Nie deprecjonować.
W którymś momencie pojawia się to uwierające za uchem poczucie, że wszystko już było. So, what's the point? Pewnie dlatego tak bardzo lubię "Dzień Świstaka". Czasem można przecież odnieść wrażenie, że dzień w dzień ratuje się spadające z drzewa dziecko, wdeptuje w tę samą kałużę i rzeźbi tą samą rzeźbę w lodzie. Z tą różnicą, że trwa to trochę dłużej niż przepisowe 24 godziny.
Mój kot daje się głaskać za chrupki. Ale często przychodzi do mnie nawet jak jest najedzony. Daje się głaskać. Czasem myślę, aby mu zrobić psikusa i pobierać 8 dolarów za godzinę głaskania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz