Ktoś powiedział, że życie to coś co się wydarza, kiedy ma się inne plany. To co sobie postanowimy, wymyślimy, ustalimy – swoją drogą. A życie swoją. Tak jak mój ostatni spacer, który zakończył się pociągnięciem mnie, mojej głowy i szyi – przez słupek parkingowy. Powinnam mieć chyba słuchawki z metalu. Albo ubezpieczenie NW na nie.
Czytając jedną z baśni w Biegnącej z wilkami pomyślałam, że czasami wyławiamy z wody kobietę-szkielet. Boimy się zagrożenia i uciekamy jak najdalej, ciągnąc go jednocześnie za sobą, tak jak opisywany w baśni rybak.
Oczy kobiety-szkielet patrzą. I chociaż nie ma ona ciała, skóry, ust, czy włosów, wydaje się być jednocześnie żywa. I jest. Na swój sposób. To przez te oczy. Co ze mną zrobisz rybaku? No co? Po co ci było mnie wyciągać?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz