piątek, 2 września 2011

próżen i dosytu

Tak się jakoś przyjęło, że tutaj wynurzenia pseudo metafizyczne, a tam w pikselach wysoki poziom abstrakcji i bravofotostory. Naaaah. Boring.

Życie ostatnio jak film czeski, mnogość wątków, absurd goni absurd i nikt nic nie wie. Co nie zmienia faktu, że bywa zabawnie. Na przykład, kiedy pewien uroczy mężczyzna okazuje się być Twoją matką chrzestną. 

Poza tym, pojechało toto i smutno mi Boże na tym ugorze. Bociany i stoję rozkoszy próżen i dosytu. Bla bla bla. Na drogę dostało obowiązkowy paprykarz szczeciński/konserwę turystyczną, kompas i bankowego rubika. Miało być jeszcze jajo i pomidor, ale logistyka czasami i nas zawodzi.

Pora na wprowadzenie w życie planu krótkookresowego o roboczym tytule "life's short". Przekonuje mnie wszakże faktor, iż skoro i tak robię z siebie od czasu do czasu durnia, to mogę i w sposób całkowicie celowy.  Słowo na dziś "fakisz on me", jako pochodna od "skup się na mnie", ale słowotwórczo pożeniona z rodziną słów uznanych powszechnie za wulgarne.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz