wtorek, 6 września 2011

nad szklanką czerwonego wina

Spotkałam wczoraj osobę, która kiedyś stanowiła ważny fragment mojej rzeczywistości. Nie wiem kiedy te 2 lata minęły. Błyskawicznie. Zresztą ostatnio ciągle spotykam na swojej drodze osoby, które kiedyś gdzieś tam znałam.

Powiedziała mi, że się bardzo zmieniłam. Że z takiej małej pierdoły i (tu padły inne określenia, których z uwagi na autocenzurę nie przytaczam), zrobiłam się twardsza i mniej wrażliwa. A nawet sukowata. Hah. Zastanawiam się, jak wielką musiałam być w takim razie pierdołą dwa lata temu.

Cóż. Widzę zamiany, które następują. Każde kolejne doświadczenie nieuchronnie je wywołuje. Vanity fair i stracone złudzenia. Czasami lost in translation, czasami virgin suicides. I tak to się kręci. I rzeczywiście, coraz mniej się przejmuje. Czasem myślę, że to dobrze. Czasem żałuje. 

Tymczasem to nawet trochę smutne. bo nie wiadomo kiedy, wiele się zmieniło. Część z tego to proces, wiele natomiast dzieje się z dnia na dzień. Kiedy coś powiem głośno, kiedy tylko pomyślę.

Czasami patrzę na siebie z boku. I zastanawiam się czy ja to ja. Czy w ogóle jestem chociaż tożsama z sobą. I tu bardzo pasuje mi otrzymany wczoraj Miłosz.

I coraz częściej z otwartymi ustami,
Z gasnącym papierosem Gauloise,
Nad szklanką czerwonego wina,
Myślę o tym co znaczy być tym a nie innym.

... Tak samo było kiedy miałem dwadzieścia lat.
Ale wtedy nadzieja że będę wszystkim,
Może nawet motylem i kosem, przez zaklęcie.
Teraz widzę zapylone drogi powiatu
I miasteczko w którym urzędnik poczty upija się co dzień
Z żalu że jest tożsamy tylko ze sobą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz