piątek, 9 września 2011

cokolwiek się zdarzy

Walizko, spakuj się sama! 

Szkoda, że nie znam takiego zaklęcia (nie, żebym znała jakiekolwiek zaklęcie). Zawsze jak mam w perspektywnie wolny dzień, nie umiem się zmobilizować do wczesnego pójścia spać. Nie umiem się też szybko spakować -  jak przy gwałtownym oderwaniu plasterka. Rozciągam to zawsze do granic możliwości. Albo do białego rana:)

Bilans dnia dzisiejszego to odgruzowane mieszkanie i matka polka zakupowa. Do tego kilka całkiem ciekawych analiz sytuacyjnych, z których część nawet do mnie przemówiła. Jak to przypomniała mi taka jedna, Grecy w "Cokolwiek się zdarzy, kocham cię" robili wokół siebie burdel, właśnie wtedy, kiedy tego nie chcieli. I tak chyba się dzieje w przypadku Nas wszystkich. Różna tylko dynamika.

Jadę w świat. Na całe 4 dni. Z tego też powodu, moja siostra  (a potem matka) postanowiły pożegnać się ze mną telefonicznie. Tak na wszelki wypadek. Ot i co . No właśnie - nic to.

Ostatnio się cieszę. Tak ogólnie. Po prostu. Bez powodu i z przyczyny. Może to wpływ otoczenia. Może to wpływ tego, że chce mi się robić nowe rzeczy. Może po prostu wpływ księżyca.  A może faktycznie przeżyłam w tak krótkim czasie kilka różnych żyć i dzięki temu wiem teraz trochę więcej?










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz