W filmach cenię sobie przede wszystkim obrazy i muzykę. Reszta, to tylko poboczny wątek. Dawno nie wyszłam z kina absolutnie oczarowana kiczem na wysokim poziomie. High five, Drive.
Tak czasami widzę swoje życie. Niektóre sceny są bardzo kiczowate. Ale mają w sobie magię, której za nic w świecie bym nie oddała. Są takie chwile, gdzie wszystko w jakiś sposób się zgrywa, które odtwarzam sobie w głowie i przeżywam niejako na nowo, na wysokim wdechu. Wszystko to bywa pięknie pokazane, dobrze oświetlone, nieprzegadane. Tak jak scena w windzie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz