wtorek, 21 grudnia 2010

ekonomia dobrobytu

Na potrzeby chwili wymyśliłam wczoraj pewien model ekonomiczny, który z ekonomią nie ma oczywiście nic wspólnego. Z prawdziwym modelem też pewnie nic. Ale jest to punkt wyjścia do przemyśleń na temat tego co w życiu mieć możesz symultanicznie, a czego nie.


I tak oto wyszło mi  z owego równania z jedną niewiadomą, po przeliczeniu 20-tu całek i skorzystania z ekonometrycznych wzorów na mnożenie macierzy, że niemozliwe jest pogodzenie wolnego czasu, ze stałym, szczęśliwym związkiem oraz szczupłością fizjonomii.

Determinanta szczęśliwość (+ kanapa +  przytulanie) powoduje oczywisty przyrost w materii wszechświata. Jak wiemy, nic w przyrodzie nie ginie, dlatego też cały nadmiar szczęścia otrzymywany w procesie spalania miłosci, nieuchronnie pojawia się na naszych biodrach, brzuszkach, tudzież twarzy ( wtedy mówimy "rumiany z radości").

Kiedy więc dawno niewidziana ciocia mówi ci, że "zdrowo wyglądasz", możesz być pewny/pewna, że emanuje od Ciebie świeżo odnaleziona szczęśliwość. Wiesz również, że musisz już iść, bo nie masz czasu (kanapa+ przytulanie czekają).

Czas wolny i chudość to jedyne elementy, które dążyć mogą do koniunkcji. Niemniej jednak, jak informuje nas model IS/LM, nasz wewnętrzyny rynek dążyć będzie do równowagi, co nieuchronnie spowoduje spadek czasu wolnego, poprzez podniesienie stopy procentowej przez Bank Centralny. Doprowadzi to do natrafienia na potencjalnego towarzysza kanapy i przytulania, a to z kolei przeniesie nas do nowego punktu równowagi w punkcie X.  

Proste, nie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz